Żaby

               Mamy przedwiośnie. Pierwsze oznaki budzącej się do życia po zimowej hibernacji przyrody dają się już zauważyć w lesie i na łąkach. Tylko rzeki jeszcze sprawiają wrażenie uśpionych. Ale to tylko pozór. W ciemnej, pozornie martwej wodzie już coś się dzieje, choć nie widać tego na pierwszy rzut oka. Daremne byłoby wypatrywanie żerujących pstrągów, wszak na wyloty owadów jeszcze stanowczo za wcześnie. Drobne rybki stanowiące pokarm łososiowatych gdzieś zniknęły, jeszcze przebywają dobrze ukryte w swoich miejscach zimowania. Ale pewne sytuacje, typowe właśnie dla okresu przedwiosennego, dostarczają rybom całkiem wartościowego pokarmu…
             Wiele lat temu często odwiedzałem nieodległą rzekę pstrągową czasami już od lutego. Rzeczka nie nadawała się za bardzo do łowienia metodą muchowa, więc łowiłem wtedy głównie na spinning. Ponieważ w tamtych czasach zabierałem większość złowionych ryb, więc miałem okazję dokładnie analizować zawartość żołądków złowionych pstrągów. I właśnie w okresie przedwiosennym najczęstszym pokarmem, który stwierdzałem w żołądkach ryb, były żaby. Mniej, lub bardziej strawione, często już tylko kości. Czasami nie było konieczności patroszenia –bywało, że złowionemu pstrągowi z pyska wystawały łapy pożartej żaby. Ba, zdarzyło mi się, że niewielki szczupak złowiony przy okazji pstrągowych podchodów, w czasie uwalniania z kotwiczki wypluł żabę, która żwawo pokicała do wody.
             W opisywanym okresie dobitnie daje o sobie znać zasada: Najlepszym pokarmem jest ten, który w danym momencie jest najłatwiej dostępny i występuje w dostatecznej ilości. Zdobycie sporego kąska jakim jest żaba nie wymaga dużych nakładów energetycznych – jeden udany atak przynosi duży zysk. Zapewne w zimnej przedwiosennej wodzie, kiedy procesy życiowe są jeszcze mocno zwolnione, taka duża zdobycz zaspokoi zapotrzebowanie pokarmowe na kilka dni – to dobry sposób na odrobienie strat po wysiłkach tarła.
             Warunki sprzyjające pojawieniu się w wodzie żab jako dostępnego i łatwego do zdobycia pokarmu są związane z ich biologią. Nie wdając się w szczegóły możemy w uproszczeniu przyjąć, że lwią część żab pożeranych przez łososiowate stanowią żaby brązowe – trawna i moczarowa. Zimują one zagrzebane w mule w korytach rzek, skąd często bywają wypłukiwane przez zimowe i przedwiosenne przybory. Taką odrętwiałą i nieruchawą żabę prąd unosi prosto do paszczy drapieżnika. Imitację żaby należałoby więc prowadzić głęboko, w tzw. ”martwym dryfie”, pozwalając jej spłynąć w okolice domniemanego stanowiska ryby.
             Później, kiedy woda osiągnie odpowiednią temperaturę, płazy uaktywniają się – rozpoczyna się okres rozrodu. Wtedy również robi się ich jakby więcej, ale już poruszają się bardziej samodzielnie. W tym czasie zalecaną metodą może być bardzie agresywne prowadzenie imitacji, podobne do łowienia na streamery. Trzeci godny uwagi moment, to czas, kiedy u progu zimy żaby wracają do wody w poszukiwaniu zimowiska. Jeżeli w naszym łowisku występują gatunki ryb, które można łowić jesienią,( a trzeba wiedzieć, że żaden drapieżnik nie pogardzi tym pokarmem) to jest to również dobry czas na wypróbowanie naszych imitacji.
             Oczywiście przez cały sezon można próbować łowienia na imitacje żab w zbiornikach, gdzie występują w dostatecznej ilości. Latem, w płytkich zbiornikach szczupakowych warto próbować metody powierzchniowej, stosując pływające imitacje. W rzekach nizinnych taka niewielka pływająca żabka może skłonić do ataku klenia, bolenia, jazia i praktycznie każdego innego rzecznego drapieżcę.
            Bardzo zachęcam do uzupełnienia naszego pudełka o imitacje żabek.
Szef kuchni poleca: Żabie udka!

           Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich III.2014.