Jak co roku w Rozewiu

        I znów jestem w Rozewiu. Który to już raz przyjechałem na belony? Piąty, szósty z rzędu? Przyjeżdżam tu od paru sezonów, bo bardzo polubiłem to magiczne miejsce – najdalej na północ wysunięty punkt naszego wybrzeża z historyczną latarnią morską, ze stromym klifem dającym zdrowo w kość przy podchodzeniu w czasie powrotu z plaży po zakończonym łowieniu. 1..jpg
      Przyjeżdżam, bo bardzo polubiłem łowienie na muchę w morzu. Łagodne kołysanie na kółku przy spokojnym stanie morza, czasem walkę z wyższa falą przyboju.
2..jpg
I – przede wszystkim – przyjeżdżam dla belon. Dziwnych, egzotycznych jak na naszą ichtiofaunę ryb, które odwiedzają nasze wody przybrzeżne około połowy maja, kiedy pola zażółcą się od kwitnącego rzepaku. Dla wędkarza dostępne są krótko – trzy, cztery tygodnie. W tym czasie świetnie dają się łowić na muchę. Nie są specjalnie wybredne, skuteczne przy ich połowie są niewielkie muszki ogólnie imitujące niewielką faunę bezkręgową przybrzeżnego Bałtyku. Walczy belona bardzo dzielnie i efektownie dostarczając sporo frajdy – jeździ na ogonie, skacze jak łososiowate, potrząsa łbem jak szczupak, by pozbyć się tkwiącej w pysku muchy. I tu właśnie pojawiają się problemy. Dość często się zdarza, że ryba łatwo uwalnia się od słabo wbitego haczyka. Bo pysk ma bardzo twardy i wąski.
IMGP0974.jpg
     Po kilku latach doświadczeń postanowiłem podjąć próbę zminimalizowania ilości „spadów”. Uznałem, że spinaniu ryb sprzyja konstrukcja much, wykonanych na specjalnych, morskich hakach. Haki takie zwykle są dość grube, o standardowym, lub lekko przedłużonym trzonku. I tu, w kształcie stosowanych do tej pory przeze mnie haczyków domyślałem się przyczyny sporej ilości ryb niezaciętych, lub straconych w holu. Cóż więc zrobić z tym problemem? Wymyśliłem chytry plan. Postanowiłem mianowicie zastosować rozwiązanie, które sprawdzało się w przypadku innych gatunków. Rozwiązaniem tym miała być w moim zamyśle odpowiednio uzbrojona muszka tubowa.
     O przewagach much tubowych nad konstrukcjami tradycyjnymi już kiedyś pisałem szerzej. Spośród rozlicznych zalet muszki tubowej tym razem chciałem wykorzystać jedną – dobre trzymanie w holu wynikające z korzystnej proporcji długości haczyka do całości przynęty. Po zacięciu haczyk ( pod warunkiem oczywiście, że będzie krótki ) wysuwa się z rurki i powoduje, iż dźwignia działająca na wyważanie grotu tkwiącego w pysku ryby wyraźnie się skraca. A gdyby jeszcze w miejsce haczyka zastosować małą, trójramienna kotwiczkę, to takie uzbrojenie powinno zdecydowanie zwiększyć ilość skutecznych zacięć i holi…
Przybyłem więc tym razem do Rozewia zaopatrzony w stosowny zestaw mikrotubek, jako uzbrojenie przygotowałem haczyki o krótkim trzonku, oraz potrójne kotwiczki.

         I sprawdziło się. Sporo satysfakcji sprawił mi efekt moich eksperymentów. Najlepszą skuteczność w zacięciu i holu dawały muszki uzbrojone w kotwiczki, dobrze też sprawowały się krótkie haczyki z uszkiem.
Uszko haczyka lub kotwiczki można wcisnąć w elastyczny koniec rurki konstrukcyjnej, lub też zostawić muchę luźno nawleczoną na przypon. Wtedy należy tylko zabezpieczyć węzeł, którym przywiązaliśmy uzbrojenie, przez naciągnięcie nań ( i częściowo na oczko haczyka) kawałka cieniutkiej, miękkiej rurki plastikowej. Uchroni to węzełek przed uszkodzeniem przez muchę, która w czasie rzutów będzie w niego uderzać.
       W słonawych wodach Bałtyku muszka tubowa ma jeszcze jedną, niezaprzeczalną zaletę w porównaniu z muchami wykonanymi standardowo na haczykach. Zdarzyło mi się te ostatnie wykonywać na zwykłych haczykach „słodkowodnych”. Głównie ze względu na brak na rynku odpowiednich modeli morskich haków w poszukiwanych wielkościach, oraz – co tu ukrywać – ze względu na ich niemałą cenę. Niestety, haczyk słodkowodny, jeżeli zapomnimy po łowieniu przepłukać go w słodkiej wodzie, potrafi szybko skorodować pod wpływem nawet niezbyt słonej bałtyckiej wody. Mucha jest wtedy stracona. Natomiast w przypadku muszek rurowych tracimy tylko uzbrojenie.
       Coraz bardziej lubię muszki tubowe, coraz więcej ich zalet odkrywam. Co będzie następne? Podobno na tubie można ukręcić wszystko, niektórzy moi koledzy już eksperymentują na przykład z wykonanymi na rurce nimfami. Tak daleko jeszcze nie poszedłem. Na razie…

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich VII.2012.