Tandemy muchowe

        W pełni wiosny, gdzieś tak od połowy kwietnia, kiedy woda w rzece osiągnie optymalną temperaturę, zdarzają się sytuacje, kiedy intensywne żerowanie pstrągów odbiera całą przyjemność łowienia. Oczywiście mam tu na myśli żerowanie małych pstrążków w czasie, kiedy to próbuję złowić coś sensownego na streamera. Bywają miejsca, gdzie drobne rybki dosłownie co drugi rzut wieszają się na dość w końcu potężnym haku, atakują muchę żarłocznie i agresywnie, nadziewając się na hak a to za oko, a to za bok… Nawet zapięty „prawidłowo”, za pysk, na haczyku bezzadziorowym, taki maluch niewielkie ma szanse przetrwać bez szwanku operację odpinania i wypuszczania. Niestety, widzi się czasem nad wodami pożal się Boże muszkarzy, którzy wykorzystują taką sytuację w celu „treningowym”, dla zabawy. O poziomie etycznym i umysłowym takich osobników nie będę się tu wypowiadał, to temat na osobne rozważania.
     Co jednak ma zrobić wędkarz, którego nie bawi kłucie drobnych rybek na czas, chce natomiast upolować dużego pstrąga. Przede wszystkim powinien czym prędzej opuścić miejsce w którym biorą mu same drobne rybki. A potem zastosować starą, sprawdzoną zasadę: Duża przynęta – duża ryba. Przy łowieniu na streamera nie powinno być z tym problemu, po prostu trzeba do przyponu przywiązać muszkę wielkości mniej więcej tych rybek, które przed chwilą uniemożliwiały nam przyjemne łowienie. Zakładamy streamera lub coś podobnego o długości około 12 cm i do dzieła. Taka wielka mucha na pewno dokona selekcji wśród biorących ryb, niewielkie pstrążki będą ja czasami atakować, ale o wiele rzadziej. Wydawać by się mogło, że mamy oto świetne rozwiązanie naszego problemu, drobne rybki nie biorą, a jak już coś siądzie, no… Niestety, jak to w życiu bywa – niewiele jest rozwiązań doskonałych. W tym przypadku wystąpią dwa problemy, z którymi trzeba będzie sobie poradzić. Pierwszy – rozmiar haka. Klasyczny streamer w interesującym nas rozmiarze musiałby być zbudowany na bardzo długim haku.1..JPG Mucha taka ma na pewno wygląd bardzo rasowy, pięknie się prezentuje, ale haczyk na jakim jest wykonana bardzo słabo sprawuje się w holu. Zacina wprawdzie dobrze, ale – z racji bardzo niekorzystnej proporcji długości trzonka do rozwartości haka – łatwo się „wyważa”. Z drugiej strony wykonanie muchy tej wielkości na haku o standardowej długości trzonka dałoby w efekcie konstrukcję bardzo ciężką, nie nadającą się do łowienia przy użyciu nawet dość mocnego zestawu pstrągowego. Do zarzucania takiej muchy trzeba by użyć zestawu łososiowego w klasie pewnie w okolicy #10 AFTM. A my chcemy łowić – prawda, że możliwie największe – ale jednak pstrągi, przy użyciu kija jednoręcznego, w klasie maksymalnie do #7.
Rozwiązaniem tych problemów będzie zastosowanie much tandemowych, wykonanych z odpowiednich materiałów na dwóch hakach ułożonych w układzie szeregowym. Tu ważna uwaga, która rozwieje wszelkie wątpliwości, pojawiające się na pewno w tym momencie u wnikliwego czytelnika: Taka konstrukcja w myśl Regulaminu Amatorskiego Połowu Ryb nie jest sztuczną muchą, a sztuczną przynętą i wolno ją zastosować jedynie na wodach, gdzie dozwolona jest sztuczna przynęta! Zająłem się jednak jej opisaniem, bowiem jak najbardziej nadaje się ona do połowu przy pomocy zestawu muchowego.
       Aby nasza przynęta spełniła warunki, których od niej oczekujemy, należy ją odpowiednio skonstruować. Pierwsza rzecz – materiały. Najbardziej polecam puchowe pióra marabuta, które oprócz pięknej, pulsującej pracy mają tę zaletę, że mucha z nich wykonana w wodzie sprawia wrażenie dużej, przestrzennej , a jednocześnie nie chłoną zbyt wiele wody. Mamy wiec częściowo rozwiązany problem nadmiernej wagi przynęty. Rzecz druga – haki. Puchowca o długości 12 cm i większego, możemy wykonać na tandemie zbudowanym z haczyków nr.8 i nr.6, lub odpowiednio nr.6 i nr.4. Haczyk przedni zawsze większy, najlepiej „standard”, haczyk tylny jak najkrótszy (stosuję karpiowe). Taki układ haczyków zapewnia odpowiednie rozłożenie ciężaru, mucha będzie miała tendencję do nurkowania, można ten efekt wzmocnić dodając z przodu metalowe oczka lub conehead.
Przystąpmy więc do wykonania naszego tandemu.

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich V.2011.