Szczupak z powierzchni

       No i mamy wiosnę – maj na jeziorze. Szczupaki trochę pokiereszowane trudami tarła które właśnie się zakończyło, mocno wygłodniałe, odrabiają straty intensywnie żerując. Maj to – obok jesieni – chyba najlepszy okres połowu jeziorowego drapieżcy. W płytkich na ogół wodach szczupakowych łowisk jeziorowych ryby szukamy przede wszystkim w strefie przybrzeżnej, w miejscach, gdzie niedawno odbywało się tarło. Łowienie na muchę w takich warunkach nie nastręcza zwykle większych problemów. Należy znaleźć miejsce, gdzie ryby mają dobre ukrycie i wygodne stanowisko, w którym mogą czatować na zdobycz. Bardzo dobrym miejscem bywają często okolice zatopionych drzew i miejsca porośnięte dużą ilością roślin wodnych. W takich warunkach szczupak, jak to ma we zwyczaju, zawisa nieruchomo w toni, dobrze ukryty i niewidoczny dla swojej potencjalnej zdobyczy. Trzeba teraz ostrożnie podpłynąć łódką lub bellyboatem, jeżeli dno w tym miejscu jest wystarczająco twarde, to można łowić brodząc. Podajemy przynętę w okolice domniemanego stanowiska ryby i sukces prawie pewny. Na płytkiej wodzie szczupak często zdradza miejsce polowania – atakuje stada płoci czy wzdręg głośno, widowiskowo, przy powierzchni. Prawie jak boleń. Pływająca linka i niegłęboko pracująca mucha imitująca niedużą rybkę powinny załatwić sprawę.
     Jednak ta wygodna dla łowiącego sytuacja niebawem się zmieni. W miarę jak rośnie długość dnia, wzrasta nasłonecznienie wody, a co za tym idzie, jej temperatura. Powoduje to szybki rozwój roślinności wodnej. Przybrzeżne trzcinowiska płynnie przechodzą w łąki ramienicy. Dalej pojawiają się obszary dna zajęte przez przypominająca pływający kaktus osokę aloesowatą, głębiej napotkamy kępy wywłócznika, rogatka oraz moczarki. I ostatnie – przed obszarem wody wolnym od roślinności – rdestnice. Niektóre ich gatunki porastają dno na głębokości czterech, nawet pięciu metrów i sięgają aż do samej powierzchni. Cały ten obszar bogaty w roślinność obfituje również we wszystkie gatunki ryb. Znajdują tu one doskonałe ukrycie, żer i miejsce do rozrodu. Tutaj więc, późną wiosną i latem, należy szukać szczupaka. Jest tylko jeden problem. Od wczesnej wiosny bardzo zmalała powierzchnia wody wolna od roślinności. Będzie ciężko poprowadzić muchę w tej podwodnej dżungli. Większość rzutów kończy się zaplątaniem przynęty w roślinach. Trzeba podpłynąć, uwolnić muchę, towarzyszący temu hałas skutecznie płoszy ryby, nieraz na wiele godzin.
     Jest jednak sposób na to, aby można było skutecznie łowić w tych niesprzyjających warunkach. Kiedy mamy kilkanaście centymetrów wody nad podwodną łąką i nieliczne, wolne od wynurzonej roślinności obszary, tworzące wąskie kanały i nieduże oczka, sposobem tym będzie zastosowanie much powierzchniowych. Muchy takie są dość popularne wśród wędkarzy łowiących metodą muchową bassy wielkogębowe. Prawdopodobnie to oni – ze względu na warunki w jakich łowi się te ryby – opracowali kilka typów powierzchniowych much. Potem okazało się, że sprawdzają się one też przy połowach innych gatunków, wszędzie tam, gdzie okoliczności wymuszają użycie dużej, agresywnie prowadzonej muchy w mocno zarośniętej wodzie, wśród gęstej roślinności.
     Muchy te w zasadzie nie imitują konkretnego pokarmu ryb drapieżnych. Czasami, w sposób bardziej lub mniej abstrakcyjny przypominają (lub w zamyśle ich projektanta mają przypominać) żabę, lub małego ssaka. Ale wydaje się, że najważniejszą ich cechą, decydującą o skuteczności, jest sposób poruszania się po powierzchni. Mucha taka, zachowująca się dość agresywnie i hałaśliwie, ma za zadanie skierować uwagę czatującej wśród roślinności ryby ku powierzchni i sprowokować ją do ataku. Zdolność naszej muchy do takiego zachowania uzyskamy dzięki jej specyficznej budowie. Materiałem, który bardzo dobrze się sprawdza przy konstruowaniu takich powierzchniowych much jest pianka polietylenowa. Jest bardzo łatwa w obróbce w warunkach domowego warsztaciku każdego krętacza amatora. Dowolne kształty wycina się ostrym nożem lub nożyczkami, daje się ją kleić elastycznym klejem w kilka warstw. Łatwo przywiązuje się do haczyka. Bardzo dobrze barwi się ją wodoodpornymi pisakami. No i rzecz bardzo ważna – ma dużą wyporność i nie namaka. Występuje ona przeważnie w różnej grubości arkuszach z których można wycinać dowolne kształty, czasami można też dostać wstępnie ukształtowane korpusy o różnych kształtach. Dysponując taką pianką w kilku grubościach i kolorach można zbudować wiele rozmaitych wariantów powierzchniowej muchy. Warto mieć trzy rodzaje muchy piankowej. Ich sposób poruszania się zależy głównie od tego, jak ukształtowana jest przednia część ( nazwijmy ją czołem) korpusu muchy. Jeżeli czoło muchy będzie miało kształt wklęsłego (patrząc od przodu) języka, skierowanego pod kątem do przodu nad linią trzonka haka, to mucha pod wpływem pociągnięć linką będzie miała tendencję do wychodzenia ku powierzchni i będzie efektownie rozchlapywać wodę. Taka mucha nazywa się gurgler ( Fot.1. Na zdjęciach 2. i 3. gurgler, który pracuje grotem do góry. Pianka wycięta w kształt „V” dodatkowo chroni przed zaczepami, nie przeszkadza natomiast w zacięciu ryby. ) Formując czoło tak, aby było wypukłe i nachylone do tyłu, uzyskujemy muchę zwaną diver, która będzie wykonywała ruchy nurkujące ( fot.4., 5. Wersja na rurce ). Jeżeli natomiast czoło będzie miało wklęsły, symetryczny kształt rozszerzający się na boki, to podciągana mucha będzie poruszać się zygzakiem w płaszczyźnie poziomej. ( Fot.6., 7.) Wszystkie rodzaje robią na powierzchni dużo hałasu, co ma mieć działanie wabiące.
     Poza korpusem z pianki muchy oczywiście należy zaopatrzyć w długie miękkie elementy – ogonki, odnóża – najlepiej wykonane z syntetycznej sierści ( ze względu na małą nasiąkliwość ), wzbogacone błyszczącymi dodatkami w rodzaju Kristal Flash itp. Nie do pogardzenia są specjalne gumki efektownie pracujące w wodzie. No i duże, kontrastowe oczy, element obowiązkowy każdej szczupakowej muchy, choć złośliwi twierdzą, że bardziej działający na wędkarza niż na rybę.
Zachęcam do wypróbowania tego typu much przy połowie późnowiosennych i letnich szczupaków w mocno zarośniętych łowiskach. I gorąco polecam zastosowanie miękkiego, „nieprzegryzalnego” przyponu. Szczupak często bije niezbyt celnie i wcale nie musi być bardzo duży, aby obciąć muchę o długości nawet kilkunastu centymetrów.

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich V.2012.