Streamer

        Kij leży równolegle do powierzchni wody, czasami nawet jest częściowo zanurzony. Linka (najczęściej tonąca) przełożona pod palcem dłoni trzymającej rękojeść.  Druga dłoń energicznymi , dłuższymi lub krótszymi pociągnięciami wybiera linkę. Często na naszych łowiskach zobaczymy muszkarza łowiącego w ten sposób. Gdy spytamy go na co łowi, odpowie: Na streamera. No i wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że na końcu przyponu wędkarz ów ma przywiązanego w 75% jakiegoś puchowca, 20% to jakiś zonker, reszta to włosianka, lub – bardzo rzadko – matuka. Skąd więc ten “streamer”? Ano pewnie stąd, że nazwa metody połowu pochodzi od typu muchy.
      Zanim zalała nas fala maksymalnie uproszczonych, łatwych do wykonania, zrobionych z taniego materiału konstrukcji, klasyczny streamer był muchą dość powszechnie używaną. W tej chwili jest  praktycznie zapomniany, używany przez nielicznych. Spora część muszkarzy nawet nie wie, jak taki klasyczny streamer wygląda. A  jest on konstrukcją dość prostą. Wymaga natomiast od “krętacza” pewnych umiejętności, oraz użycia  odpowiednich, dobrze dobranych materiałów. Jednak – moim zdaniem – warto opanować sztukę wykonywania takiej muchy w jej klasycznym wydaniu. Warto, bo  umiejętność poprawnego wykonania streamera jest swojego rodzaju testem umiejętności “krętacza”, który – niezależnie, czy na daną muchę lubi łowić, czy nie – powinien umieć wykonać każdy typ muchy.
        Ale wróćmy do samej muchy. Cóż to takiego jest ten klasyczny streamer? Co odróżnia go od innych, “streameropodobnych” muszek?  Otóż streamer może mieć ogonek, ale nie musi. Tułów ma często wykonany z błyszczącej lamety, ale może to też być cienki jedwab, lub gruby, puszysty dubbing. Jeżynka (lub kilka w różnych kolorach) może być uwiązana u dołu muchy jako bródka, lub też z przodu, w postaci kołnierza. Możemy dodać ramiona i policzki z kolorowych piórek – oczywiście najładniej wyglądają z naturalnego jungle cock. Jak widać jest tu spora dowolność jeżeli chodzi o dobór materiałów i sposób ich wykorzystania. Natomiast cechą najważniejszą jest materiał, którego zastosowanie jednoznacznie mówi nam, że mamy do czynienia ze streamerem. Są to pióra szyjne lub siodłowe koguta, z których buduje się skrzydełka streamera. Można użyć jednej, dwóch, lub nawet trzech par. Zależy to na przykład od jakości materiału którym dysponujemy (najlepsze są “żeńskie”, dobrze podbite puchem pióra). Można też budować ciekawie wyglądające skrzydełka, nakładając kolejno coraz krótsze pióra w różnych kolorach. Prześwitujące, różnokolorowe pióra dają w wodzie bardzo interesujące efekty.
Taka mucha, obowiązkowo wykonana na haku o przedłużonym trzonku – co najmniej 3xlong – to właśnie klasyczny streamer. Powstał na kontynencie amerykańskim, obok much typu muddler i włosianka, o których również słów parę.
       Włosianka, to muszka podobna do streamera, o identycznym przeznaczeniu i zastosowaniu, ale zamiast piór do budowy skrzydełek użyto sierści rozmaitych zwierząt.  Dysponując różnymi rodzajami sierści w różnych kolorach mamy wprost nieograniczone możliwości komponowania skrzydełek w najbardziej wymyślnych kombinacjach. Zalety włosianek najbardziej chyba doceniają łowcy troci, którzy dzięki dostępności wielkiego wyboru stosunkowo tanich materiałów nie narażają się na tak wielkie straty jak kiedyś, kiedy to zdarzało się ścinanie finką drzewa z utkwioną na gałęzi muchą łososiową.
       Muddler z kolei,  to mucha o bardzo charakterystycznej główce wykonanej z zimowej sierści  sarny ( lub innych jeleniowatych). I tu uwaga – nie każda mucha z taką główką, to muddler. Klasyczny muddler  ( a o klasycznych muchach tu piszemy)- oprócz obowiązkowej główki – ma ogonek wykonany z pasma lotki lub sterówki i z tego samego najczęściej materiału skrzydełka, ale ułożone na podstawie z niezbyt obfitego pęczka sierści (na przykład z ogona wiewiórki). Tułów najczęściej z lamety złotej lub srebrnej.
       I jeszcze jeden, mój ulubiony typ muszki używanej w metodzie “ na streamera”. Jest to matuka, a w zasadzie matuku, słowo pochodzi z języka maori i oznacza chyba ptaka, którego pióra były używane do budowy skrzydełek tej muchy. Muszka ta ma bardzo charakterystyczną sylwetkę wynikającą z konstrukcji skrzydełek. Otóż skrzydełka te wykonuje się z szyjnych lub siodłowych piór kury domowej, siodłowych koguta, szerokie zastosowanie mogą też mieć pióra okrywowe, szyjne i piersiowe ptactwa łownego. Co najmniej jedną parę takich piór przykłada się od góry do haczyka, na którym uprzednio wykonaliśmy tułów. Następnie przywiązuje się pióra do tułowia na całej jego długości, formując z promieni piór charakterystyczny grzebień, końcówki piór stanowią zaś ogonek muchy. Jeżynkę wykonuje się w postaci kołnierza , najczęściej używając takiego samego pióra jak na skrzydełka, dobry efekt daje również druga jeżynka w kontrastowym, jaskrawym kolorze. Oczywiście, podobnie jak w przypadku streamerów czy włosianek, możemy dodać jaskrawe policzki lub ramiona.
      Wszystkie powyżej opisane typy much to pewne rozwiązania powstałe dawno temu, zasługujące na pewno na miano klasyki. Warto je poznać, warto umieć je wykonać, warto na nie łowić do czego serdecznie zachęcam. Ale oczywiście świat idzie naprzód i niezauważanie tego faktu byłoby niepoważne. Nie należy ignorować pojawiania się nowych, czasami bardzo ciekawych materiałów, typów much, technik ich wykonywania. Pole do popisu jest ogromne. Dostępność materiałów, ogromna ilość typów haczyków o jakiej kiedyś nikomu się nie śniło, plus własna inwencja potrafią dać w efekcie niezmiernie interesujące i skuteczne muchy. Można w jednej muszce połączyć elementy wzorów klasycznych, wzbogacając je o nowoczesne dodatki których wszak na rynku legion i uzyskać w ten sposób własny, oryginalny wzór. Jeżeli do tego okaże się skuteczny… Trudno o większą satysfakcję dla muszkarza, który sam wykonuje swoje muchy.

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich X.2010.