Rybka mylarówka

       Wczesną wiosną najczęściej łowię na streamera. Niespiesznie, dokładnie obławiam głębokie, spokojne miejsca w poszukiwaniu mało aktywnych w zimnej, przedwiosennej wodzie ryb. Ten czas, to dobry czas na eksperymenty z nowymi muchami. Ostatnio na mój warsztat trafiły, lubiane przez wielu muszkarzy, tak zwane „mylarowe rybki”. Czasami bardzo efektowne, pięknie wykonane, jak żywe. Różnokolorowy mylar zastosowany do ich budowy błyszczy jak prawdziwa łuska. Nakrapiane i prążkowane jak małe pstrążki lub strzeble, wyraziste , pieczołowicie namalowane oczka, kilka warstw specjalnego lakieru. Po prostu małe dzieła sztuki, aż strach wrzucić do wody… Ale jakoś jak dotąd nie miałem do nich przekonania, ze względu na ich specyficzną, jak dla mnie mało muchową budowę. Najczęściej sztywny, „goły’” tułów i ogonek z pióra lub sierści. I tyle. Bardziej to wszystko razem kojarzyło mi się z woblerem, niż z muchową przynętą. Postanowiłem więc jakość wzbogacić tę konstrukcję o pewne elementy, które nadadzą jej trochę więcej życia i uczynią ja bliższą muchowym przynętom.
     Charakterystyczny kształt tułowia mylarowej rybki uzyskuje się przez zamocowanie mylaru na specjalnym szkielecie, zbudowanym na trzonku haka. Jest na to kilka sposobów:
1..JPG

Od góry:
– Przy pomocy okrągłych kleszczy odpowiednio wyginamy trzonek haka, od góry przywiązujemy do niego odcinek sztywnej, grubej żyłki.
– Do podobnie wygiętego haczyka przywiązujemy od góry kształtkę wykonaną z pianki. Pianka jest wyporna, ale trzonek haczyka działa jak kil, zapewnia to muszce pracę we właściwej pozycji.
– Do prostego haczyka mocujemy od dołu kształtkę. Jeżeli jest z wypornego materiału, to należy od dołu przywiązać jako balast odcinek drutu ołowianego.
– Wycinamy prostokątny pasek ze specjalnej, samoprzylepnej folii ołowianej. Składamy go wzdłuż i w zgięciu umieszczamy haczyk. Następnie docinamy folię do żądanego kształtu.
Tego typu konstrukcja pozwala uzyskać ciężką przynętę, przydatną przy obławianiu głębokich dołów o silnym uciągu.
     Ale można też inaczej. Od pewnego czasu moje mylarki wykonuję w sposób, który jest chyba prostszy od wyżej opisanych, pozwala uzyskać równie efektowną przynętę, co więcej – wyraźnie mniej podatną na zaczepy. A przecież teraz, wczesną wiosną, czynnik ten jest istotny, kiedy obławiam szybko tonącą linką głębokie rynny i jamy, kiedy staram się „obstukiwać” muchą dno łowiska.
Do wykonania muszki będą potrzebne:
Hak o długim trzonku, jakiś błyszczący materiał na tułów, jaskrawe pióra na jeżynkę i ogonek, odcinek mylaru, metalowe koraliki, najlepiej w postaci łańcuszka oraz pasek skórki z sierścią, na przykład z królika.

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich III.2011.