Różówka pod nóż

               Haczyk, trochę ołowiu, bladoróżowa włóczka, czarna główka. Tak wyglądała bardzo kiedyś popularna i skuteczna nimfa. Nazywała się Różówka (czasem też Gaciówka, pewnie od koloru…). Dziś już zapomniana, a szkoda… Postanowiłem więc – trochę modyfikując zgodnie z obecnymi trendami- przypomnieć tę prostą, a równocześnie czasami zabójczo skuteczną muszkę.

1.Na haczyk nakładam ołowiany drut.
1..jpg

2.Zwoje drutu owijam jedną warstwą taśmy teflonowej (używanej przez hydraulików do uszczelniania gwintów). Ten zabieg powoduje, że jasna nimfa po zmoczeniu nie ściemnieje za bardzo.
2..jpg

3.Tułów buduję nawijając bladoróżowy floss (syntetyczny jedwab).
3..jpg

4.Grzbiet maluję różowym pisakiem, lakieruję klejem UV. Uwaga – klej nakładam tylko do połowy grubości tułowia, strona brzuszna nie może zostać sklejona.
4..jpg

5.Operację malowania i lakierowania warto wykonać kilka razy.
5..jpg

6.Tułów od strony brzuszka nacinam ostrym nożykiem. Ostrożnie, nie za głęboko, żeby nie odsłonić ołowiu.
6..jpg

7.Różówka gotowa.
7..jpg

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich IX 2019