PTN

       Frank Sawyer (1906 – 1980), człowiek legenda, od dziewiętnastego roku życia aż do śmierci pracował jako opiekun rzeki Avon oraz kilku innych wód na równinie Salisbury Plain w swoim rodzinnym hrabstwie Wilthshire. Położył ogromne zasługi w dziedzinie gospodarki rybacko – wędkarskiej na łowiskach pstrągowych, ale – co dla nas szczególnie interesujące – zasłynął również jako innowator w metodzie muchowej. Cały świat łowi dzisiaj na nimfy przez niego opracowane. Najbardziej znane, to Killer Bug, Gray Goose Nymph, Sawyer Swedish Nymph, Bow Tie Buzzer i najbardziej znana – Pheasant Tail Nymph, do wykonania której używa się promieni ze sterówki koguta bażanta łownego. Tej właśnie nimfie chciałbym poświecić kilka słów.
    Sawyer wykonywał swoje muszki w dość oryginalny sposób. Nie używał mianowicie do ich montażu żadnej nici. Rolę nici wiodącej, obciążenia oraz przewijki pełnił w jego konstrukcjach cienki drucik miedziany. Spróbujmy więc wykonać nimfę Pheasant Tail Nymph (PTN) w sposób, w jaki robił to legendarny river keeper.

     Od czasów Sawyera nimfa Pheasant Tail przeszła sporą ewolucję. W założeniu autora muchy miała ona imitować larwy niewielkich jętek, u nas potocznie zwanych oliwkami. Trudno byłoby dziś znaleźć ją w pudełkach muszkarzy w wersji, jaką opracował Frank. Z biegiem czasu okazało się, że zależnie od wielkości i kształtu haczyka, rozmaitych dodatków, oraz oczywiście miejsca i sposobu użycia muszka może imitować bardzo wiele organizmów stanowiących pokarm ryb – od małych nimfek aż po larwy jętek majowych, ważek, czy nawet narybek. PTN wyposażona dziś bywa w thorax z różnobarwnych dubbingów (Fot.1.), jeżynki wykonuje się z szerokiej gamy piórek (Fot.2.), stosowane są błyszczące dodatki i imitacje oczek (Fot.3.). Bardzo popularne są wersje tej muszki ukręcone z użyciem metalowych główek (Fot.4.). Ostatnio bardzo często używa się promieni sterówki bażanta farbowanej na różne kolory, jaskrawe akcenty wykonane z nici w kolorach fluo żółtym, seledynowym lub pomarańczowym umieszcza się jako końcówkę tułowia – tak wzbogacona muszka jest szczególnie ulubiona przez polskich muszkarzy. Myślę, że możemy już mówić o PTN à la Polonaise (Fot.5.). Jednak wszystkie odmiany tej nimfy mają jedną wspólna cechę, która pozwala zakwalifikować je do stale rosnącej rodziny. Jest nią materiał, z którego wykonuje się ogonek, odwłok i często pochewkę – promienie sterówki koguta bażanta łownego.
     PTN zrobiła w ostatnich latach wielką karierę w Polsce. To ponowne „odkrycie” muszki, znanej bądź co bądź od wielu lat, związane jest chyba ze spopularyzowaniem wśród naszych zawodników odnoszących sukcesy na zawodach rangi międzynarodowej metody połowu na małe nimfy przy użyciu długich, lekkich wędzisk i delikatnych zestawów. W metodzie tej mała PTN sprawdziła się wyśmienicie. Dorobiła się nawet polskiej nazwy – dziś każdy polski muszkarz wie, co to „brązka”. Wprawdzie, o ile mnie pamięć nie myli, tę nazwę nasz świetny zawodnik Franek Szajnik nadał swojej nimfie, dzięki której zdobył w 1990 roku w Walii tytuł mistrza świata. Nimfa Szajnika nie miała nic wspólnego z dzisiejszą „brązką”, ale cóż, język rządzi się swoimi prawami i walczyć z tym nadaremno. Nasza „brązka” zapewne zawdzięcza swą nazwę naturalnemu ubarwieniu sterówki bażanta. Cała gama odcieni brązu, od jasnokawowego aż po połyskujący wrzosowym fioletem, daje ogromne możliwości wykonania tej muszki w różnych wersjach. Jeżeli dodamy do tego pióra farbowane, (często proszony jestem o zrobienie na przykład pomarańczowej lub zielonej brązki, co – nie ukrywam – nieodmiennie wprawia mnie w dobry humor), to zabawa z tworzeniem coraz to nowych wariantów nie ma praktycznie końca.
     Mam oczywiście swoje ulubione warianty PTN. Jeden, bardzo uproszczony, wykonywany w małych rozmiarach, niejednokrotnie dowiódł swojej skuteczności przy jesiennych połowach lipieni (Fot.6.) Drugi, poza obowiązkowym bażancim ogonem, zawiera dwa moje ulubione materiały – dubbing z sierści zająca i jeżynkę z pióra kuropatwy (Fot.7.).

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich VI.2012.