Pięć ulubionych

       Najlepsza mucha? Nie ma takiej. Twoje pytanie przypomina mi te często zadawane, w rodzaju „jaką książkę, jaką płytę, jaki film zabrałbyś na bezludną wyspę…”. Nie ma jednej, najlepszej muchy. Ciężko byłoby mi wymienić pięć, czy nawet dziesięć takich, a co dopiero jedną. W metodzie muchowej, jak pewnie w każdej innej, sprawdza się zasada “tu i teraz”. To, że jakaś mucha okazała się być wyjątkowo skuteczna, zależało od chwili, wody, warunków, sposobu użycia… Można ewentualnie mówić o najlepszej muszce na jakąś konkretną wodę, w jakichś określonych warunkach, na jakąś konkretną rybę. Ale i tu można się bardzo pomylić. Oczywiście nie byłbym wędkarzem muchowym, i to takim, który sam kręci sobie muchy, gdybym tego rodzaju rankingów na własny użytek nie układał. Ale nie raz, nie dwa dochodziłem do wniosku, że jednak prowadzi to donikąd.
       Najbardziej ulubiona? A, to zupełnie coś innego. Jeżeli przyjmiemy, że nie będę kierował się przy wyborze jedynie skutecznością , to mógłbym pewnie taką muszkę znaleźć. No może nie jedną, może kilka?.. Będę kierował się wspomnieniem jakiejś ciekawej historii, ładną, nie koniecznie największą rybą, sytuacją kiedy złowienie ryby na tę właśnie muszkę przyniosło mi najwięcej satysfakcji. Niech pomyślę…

     Zaraz poniżej mostu na Zarabiu był pod lewym brzegiem bardzo fajny prądzik. Jak to na Rabie, niezbyt głęboki, ale pod samą burtą woda płynęła wartko, tworząc pod nawisem gałęzi ciekawą rynienkę. Potem rozlewała się trochę szerzej, zwalniała przed wypłyceniem. Nad wodą polatywały niezbyt liczne chruściki. Oczka zauważyłem dopiero po chwili, gdyż były bardzo niewielkie, jakieś takie dyskretne. Bardziej lipieniowe niż pstrągowe. Ponieważ lipieni już wtedy w Rabie prawie nie było, podejrzewałem, że oto widzę stadko jelców żerujące spod powierzchni na wylatującym chruściku. Przywiązałem więc do przyponu imitację chruścika, która niejednokrotnie sprawdziła się na Sanie. Muszka skonstruowana jest tak, żeby płynęła nisko, na wpół przytopiona. Po kilku rzutach w okolice wychodzących ryb branie… Wyskok, odjazd na hamulcu, młynek na powierzchni. Potok, ale jaki… Nie spodziewając się dużej ryby łowiłem przyponem 0.14, a tu taki smok. Szczęśliwie udało się go wyholować. Miał 44 cm. W ciągu następnych dziesięciu minut z tego samego kawałka wody wyjąłem na tego chruścika jeszcze 41 i 36.
(Fot.1.)

     W tym samym miejscu, kilka sezonów wcześniej. Spokojnego wrześniowego dnia wybrałem się spróbować, czy nie dałoby się złowić na suchą któregoś z nielicznych już w Rabie lipieni. Niestety, już z mostu zobaczyłem, że woda po jakimś nocnym deszczu mocno zmętniała, do suchej na pewno się nie nadaje, kto wie czy w ogóle w takiej „kawie” da się łowić. No, ale skoro już przyszedłem… Dobra okazja poeksperymentować. Zmontowałem zestaw do nimfy i postanowiłem wypróbować namotaną niedawno imitację larwy chruścika w domku. Co do doboru muchy strzał w dziesiątkę – zaciąłem chyba pięć, czy sześć ryb. Niestety, wyholowałem tylko jedną, reszta spadła. Dziś już wiem, że błąd leżał w konstrukcji muchy. Chcąc uzyskać długą i ciężką nimfę, użyłem haczyka z długim trzonkiem. Taki haczyk dobrze zacina, natomiast bardzo słabo trzyma w holu. Muszka pozostała jedna z moich ulubionych, ale wykonuję ją na haczykach o standardowej długości.
(Fot.2.)

     Wczesna wiosna, miejscówka zwana „Park”. Wtedy była to szeroka i – jak na Rabę – dość głęboka płań, zwłaszcza wiosną było tam sporo wody. Niezbyt szybkimi, długimi pociągnięciami prowadzę sporą matukę na haku #4. Branie. Mocne, ostre, od razu czuję, że ryba nie jest mała.
Walczy głęboko, nie wskakuje. Dopiero podholowana na płytszą wodę zaczyna młynkować. Mój wyżeł, nieodżałowany Bilbo, ochoczo rusza do wody żeby koniecznie pomóc. Przywołany do porządku przysiada na brzegu i bacznie obserwuje jak Pan sobie radzi. Piękna, srebrna ryba o niedużej głowie, wąskim trzonie ogonowym. Ani jednej czerwonej kropki. To jeziorowa forma pstrąga. Nieczęsto udaje się taką złowić. Niezbyt liczne wchodzą do rzeki z pobliskiego Zalewu Dobczyckiego. Miałem ich kilka, ale ta była najładniejsza – 47 cm.
(Fot.3.)

     Nie raz zaskoczyła mnie na Rabie mętna woda. Tak to już jest na tej rzece. Niewielki nawet opad na obszarze z którego schodzą dopływy potrafi zmienić w ciągu nocy warunki. A czasami „kawa” przychodzi nawet w czasie łowienia. Ale, dopóki woda nie jest całkiem brązowa, można łowić. A przynajmniej próbować. W takich warunkach jednym z rozwiązań jest zastosowanie much bogato ubranych, o wyraźnych, raczej ciemnych kolorach i numer – dwa większych. W takich okolicznościach przyrody nieźle sprawdzają się muszki typu palmer. Kojarzone raczej z łowieniem jeziorowym, a jeżeli już w rzece, to raczej na jazie i klenie, potrafią zaskoczyć swoją skutecznością właśnie w mętnej i podniesionej wodzie. Przekonałem się o tym kiedy pierwszy raz uwiązałem do przyponu muszkę, która wymyśliłem jako uzupełnienie mojej ulubionej serii March Brown. Seria ta zawiera mnogość wzorów ze skrzydełkami, kilka bez skrzydełek, nimfy, nawet muchy łososiowe. Ale, grzebiąc w literaturze, nigdzie nie znalazłem MB w wersji palmer. Ukręciłem więc własny wzór i pozwoliłem sobie nazwać go March Brown Palmer K.Ch. Mam go zawsze w pudełku z mokrymi i z powodzeniem stosuję w lekko podniesionej, mętnawej wodzie.
(Fot.4.)

     Bardzo ciepły styczeń, chyba około 10 stopni powyżej zera, ale za to straszny wiatr. To chyba jeszcze były resztki tego sztormu który zatopił Heweliusza. Łowimy na Słupi w okolicy Charnowa. Bez efektów. Oranie ciężkimi, dużymi zimowymi muchami nic nie daje. Ale przecież właśnie w czasie takich sztormów do rzeki wchodzą srebrniaki. Zmieniam taktykę. Przywiązuje niedużą muchę na haku #4, czyli jak na zimowe łowienie troci raczej niewielką. Prowadzę też trochę inaczej – płycej, bez poprawiania sznura. No i jest branie. Blisko powierzchni, więc ryba od razu jest w powietrzu. Skacze tak, jak tylko srebrna troć potrafi. Mój jeden znajomy mawia, że srebrniak stylem walki przypomina tęczaka i wkurzonego karpia jednocześnie. Ryba nie jest duża, coś koło pół metra, ale za to piękna. No i jest to mój pierwszy srebrniak na muchę.
(Fot.5.)

     Pytałeś o najlepszą. Skończyło się na pięciu ulubionych. Pewnie znalazłbym w pamięci jeszcze sporo takich. W końcu każda mucha w pudełku to inna ryba, inna historia, inna rzeka…

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich III.2012

.
Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich III.2012.