Nóż na ryby

              Podczas wyprawy wędkarskiej, w czasie łowienia jak i na biwaku pojawia się sporo czynności, do których będziemy musieli użyć noża. Powinien to być spory nóż o długiej, mocnej klindze, musi bowiem sprostać różnym wyzwaniom – od drobnych napraw wyposażenia, poprzez przyrządzenie posiłku, aż do przygotowania drewna na ognisko. Nóż składany jest może poręczniejszy jeżeli chodzi o przenoszenie ( zwłaszcza wyposażony w klips, który umożliwia bezpieczne przypięcie do kieszeni ), zawadza może mniej niż nóż w pochwie przytroczony do paska. Ale nóż o stałej klindze ma dwie niezaprzeczalne zalety, dające mu przewagę nad „składakiem”. Po pierwsze nie zapycha się śmieciami, śluzem, krwią i piachem, co nieuchronnie czeka każdy nóż używany w terenie, zwłaszcza na rybach. Po drugie nie składa się na palce w najmniej oczekiwanym momencie, co niestety zdarza się czasami składanym tandetnym „bazarowcom”.
           A potrzebujemy przecież narzędzia pewnego, solidnego. Nasz nóż ma pokroić chleb, zastrugać patyczki do kiełbasy, ba – czasami powinien poradzić sobie z okopaniem namiotu czy rozłupaniem grubego polana na szczapy do ogniska. Tych prac nie wykona raczej nawet najsolidniejszy nóż składany. Trzeba będzie więc zaopatrzyć się w narzędzie wykonane solidnie, z dobrej jakości materiałów i o odpowiednich wymiarach.
           Jeżeli nóż ma sprawdzić się w zadaniach wspomnianych powyżej, to najlepiej, gdy będzie miał klingę o długości przynajmniej 12 cm, 15 – centymetrowa na pewno nie będzie za długa. Wybierzmy nóż dość masywny – niech grzbiet klingi ma minimum 4 mm grubości.
           Spośród bardzo szerokiej oferty stali z których wykonuje się nowoczesne noże wybierzmy stal nierdzewną. Wprawdzie stale zwane węglowymi mają trochę lepsze właściwości tnące, ale łatwo rdzewieją i – nawet pieczołowicie pielęgnowane – szybko się przebarwiają, a to nie każdemu odpowiada. Nóż do naszych zadań nie może wymagać zbyt wielu zabiegów konserwacyjnych. Umycie w rzece i przetarcie do sucha ma wystarczyć.
           Rękojeść powinna być wykonana z materiału, który nie ślizga się w mokrej dłoni, ubrudzonej śluzem lub krwią. Obecnie do wyrobu rękojeści używa się tworzyw sztucznych zapewniających pewny chwyt, odporność na uszkodzenia mechaniczne i chemikalia – jest z czego wybrać. Wprawdzie noże o rękojeściach z tradycyjnych materiałów ( róg, kość, drewno) są często bardzo piękne, ale czasem łatwiej ulegają zniszczeniu. Te zaś, do których użyto materiałów naturalnych specjalnie przygotowanych ( impregnowany róg, stabilizowane drewno) bywają dość drogie.
           Nóż trzeba pewnie i wygodnie przenosić. W przypadku noża o stałej klindze nieodzowna jest dobrze zaprojektowana pochwa. Może być skórzana (elegancka i stylowa, ale za to łatwiej ulegająca zabrudzeniu, co na rybach nieuchronne), może być z tworzywa sztucznego. Dość długi nóż przytroczony w pochwie do paska czasami przeszkadza w siadaniu czy schylaniu. Dobrze więc, jeśli istnieje możliwość przytroczenia go w pozycji poziomej ( fot.1.) Godny polecenia jest też sposób powszechnie stosowany w Skandynawii – specjalna głęboka pochwa nie ma szlufki do przewlekania paska, nóż dynda swobodnie na pętelce.( fot. 2.)
           Mamy więc nóż podstawowy, prawie uniwersalny. Właśnie, prawie… istnieje kilka czynności, do których nasza mocna, a więc dość gruba i sztywna klinga nie bardzo się nadaje. Mam tu na myśli filetowanie ryby. Do tego celu wymyślono specjalny nóż o charakterystycznej wąskiej, cienkiej i dość giętkiej klindze.(fot. 3., 4.) Jeżeli nie zamierzamy zabierać złowionych ryb, lub mamy zamiar sprawiać je dopiero w domu czy na kwaterze, to nie warto „fileciaka” nosić ze sobą, choć są też wersje składane, które bez problemu można przenosić choćby w kieszeni kamizelki. (fot. 3.) Do ”składaków” na chwilę wracając – nie skreślam ich całkowicie, wręcz przeciwnie. Zawsze mam w kamizelce szwajcarski scyzoryk wyposażony w otwieracz do kapsli i puszek, śrubokręt, korkociąg, nożyczki i co tam jeszcze… aha, dwa ostrza, których z wymienionego zestawu narzędzi używam chyba najrzadziej.( fot. 3.) A to dla tego, że zawsze mam przy sobie jeszcze jeden nóż, chyba najważniejszy z całego tego arsenału.
           Bird & Trout ( ang. ptak i pstrąg), to wymyślony i opracowany już około 100 lat temu przez amerykańskich myśliwych i wędkarzy mały nożyk, służący – jak nazwa wskazuje – do oprawiania ryb i niedużej zwierzyny. Ma niewielkich rozmiarów klingę która świetnie się do takich zadań nadaje (fot. 5., 6., 7.). Najwygodniej nosi się go jako tzw. neck knife, nóż zawieszony na szyi. Służy wtedy nie tylko jako nożyk do oprawiania drobnej zdobyczy, do której to czynności podstawowy nóż obozowy jest po prostu za duży.
           Wyobraźmy sobie taką sytuację: Stoję powyżej pasa w bystrym prądzie i próbuję uratować ulubioną muchę zaczepioną nad głową, na gałęzi do której ledwo sięgam. Trzeba uciąć gałąź, lub żyłkę. Wyciąganie noża z pochwy przy pasie ( przeważnie pod wodą), lub – co gorsze – grzebanie w kamizelce w poszukiwaniu scyzoryka i otwieranie go zębami… Odpada. Sięgam wtedy po wiszący na szyi nożyk , wyszarpuję go z pochewki, jedno cięcie, z powrotem do pochewki, zrobione… Nóż może być zawieszony rękojeścią do góry ( fot. 8.), wygodniej się go jednak dobywa, gdy wisi w pozycji rękojeścią do dołu ( fot. 9.). Jest to możliwe, gdy pochewka została wykonana ze specjalnego tworzywa, które sprężyście obejmuje nóż, na tyle pewnie, że nie ma on możliwości wypaść pod własnym ciężarem, daje się natomiast łatwo wyciągnąć i potem wsunąć z powrotem jedną ręką. Mój B&T( fot.10.) na końcu rękojeści ma specjalny pierścień. Rzecz niezwykle użyteczna. Przez ten pierścień przewleka się mały palec – kiedy do pracy potrzeba obu rąk, puszcza się nóż pozwalając mu zawisnąć na palcu – chroni to nóż przed utopieniem gdy stoimy w wodzie (fot. 11., 12.) Gdy zaś pracujemy nożem na brzegu, nie musimy go odkładać w trawę, co jest częstą przyczyną zagubienia noża. No i jeszcze jedna ważna rzecz – omawiając projekt z „knifemakerem” u którego zamawiałem nóż, poprosiłem, aby tak zaprojektował pierścień, by stanowił on również otwieracz do kapsli.
           Jaki więc nóż wybrać, gdy wiemy już czego od niego będziemy oczekiwać i jakie cechy powinien posiadać, aby stanowił użyteczne i pomocne uzupełnienie ekwipunku wędkarza? Osobiście bardzo polecam zamówienie noża u któregoś z dość licznych już u nas „knifemakerów”. Będziemy mieć nóż taki, jaki sobie wymyślimy, zgodny z naszymi oczekiwaniami, a równocześnie – co nie bez znaczenia – niepowtarzalny. Taki nóż to inwestycja rzędu kilkuset złotych. Jeśli natomiast nie mamy zamiaru na początek wydawać za dużo, a chcemy mieć dobre ostrze za umiarkowaną cenę, to bardzo polecam nabycie jednego z wielu oferowanych w dużym wyborze noży produkcji szwedzkiej ( fot. 13., 14.) – noże te charakteryzują się niezwykle korzystną relacją ceny( 50-100 zł.) do jakości.
           Jeżeli któremuś z czytelników przydarzy się nierzadka przypadłość uzależnienia od dobrej stali ( co dotknęło chociażby piszącego te słowa), to wybaczcie. Ja tylko chciałem Was przekonać, że na rybach bez noża ani rusz.

Fot.1., 2., 3., 8., 9., 10., 11., 12., 13. – Kuba Chruszczewski
Fot. 4., 5., 6., 7., Tomasz Zawiliński
Nóż ze zdjęć 9., 10., 11., 12. wykonał Piotr „Kubek” Jakubiec
Noże ze zdjęć 4., 5., 6., 7. wykonał Krzysztof „Kroko” Siodła

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich IX.2013.