Na mysz

        W znakomitym, kultowym już chyba filmie „Once on a blue moon” możemy obejrzeć, jak na tle zapierających dech w piersi krajobrazów, w kryształowych rzekach i jeziorach Nowej Zelandii łowi się okazowe pstrągi tęczowe i potokowe. Nic nowego, Nowa Zelandia muszkarskim rajem jest. Ciekawostką natomiast jest to, że wspaniałe ryby łowi się w tym filmie na imitacje niedużych gryzoni, które okresowo stają się łatwo dostępnym dla ryb pokarmem. Zdarzają się momenty, kiedy ich ilość jest taka, że stają się dominującym pokarmem salmonidów. Cóż – powie sceptyk – w Nowej Zelandii ludzie do góry nogami chodzą, to i ichnie pstrągi mogą się myszami żywić. Jak koty…
     A przecież i u nas przypadki pożerania przez ryby gryzoni lub innych małych ssaków nie należą do rzadkości. Pewnie wielu wędkarzy potrafiłoby podać przykłady takich zachowań. Złowiłem kiedyś w Tanwi pstrąga, który w żołądku miał niedawno połkniętego rzęsorka. Słyszałem o dwóch kretach znalezionych w grubym pstrągu złowionym w jednej z podkrakowskich rzeczek. Łowiąc w Sanie widziałem, jak znoszonego wodą kreta pożarła duża ryba – pstrąg, głowacica, gruby kleń?… Myślę, że żaden drapieżnik odpowiednio duży nie pogardzi takim żerem, który nagle znalazł się w zasięgu paszczy. Łowi się tajmienie i szczupaki na woblery powierzchniowe imitujące mysz, czemu by więc nie spróbować podobnej przynęty przy użyciu metody muchowej? Na pewno sprawdzi się nieduża myszka ukręcona na haku #2-4 na pstrąga czy grubego klenia, większa , #2/0-6/0 na szczupaka czy głowacicę.
     Zachęcam do wypróbowania takich nietypowych przynęt – mogą zaskoczyć swoją skutecznością.
Oto dwie niezbyt trudne do wykonania imitacje myszy:

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich VI.2011.