Mój warsztat. Cz. I.

               Specjalne miejsce przeznaczone do wykonywania sztucznych muszek to rzecz niezmiernie ważna dla każdego muszkarza, który sam wiąże swoje przynęty. Kącik, w którym możemy rozłożyć niezbędne narzędzia i mieć pod ręką potrzebne materiały, to azyl i miejsce relaksu dla krętacza – hobbysty, lub miejsce pracy dla kogoś, kto muchy wykonuje zarobkowo. Warto wygospodarować w domowej przestrzeni takie miejsce gdzie możemy oddawać się ulubionemu zajęciu nie przeszkadzając przy tym domownikom. Szczęśliwy ten, kto może przeznaczyć na to osobne, nawet niewielkie pomieszczenie. Kawałek jakiegoś blatu, niewielkie półeczki czy szafka na materiały i nie trzeba wtedy po każdej sesji przy imadle zwijać całego majdanu. Ale czasami bywa tak, że warunki domowe nie pozwalają na taki komfort. Warto wtedy zorganizować sobie przenośny warsztacik, który pozwoli wykorzystać do kręcenia miejsce, które akurat jest wolne. Poza tym, taki przenośny pulpit (ang. flytying bench ) bardzo ułatwia pracę nawet wtedy, gdy mamy do kręcenia stałe miejsce. Czasami trzeba zwolnić stół, czy biurko na którym robimy muchy, choćby wtedy, gdy trzeba posprzątać, czy uzyskać przestrzeń do jakichś innych prac. Ostatnio na rynku pojawił się spory wybór takich warsztatów. Są przeważnie porządnie wykonane z dobrych materiałów i estetycznie wykończone. Mają jednak jedną wadę – jest nią wysoka cena. W moim warsztacie krętacza od dobrych paru lat funkcjonuje i nieźle się sprawdza bench, który wykonałem sam. Podstawą do niego stała się drewniana stolnica o wymiarach około 50/70 cm. W odpowiednich miejscach umocowałem kilka listewek i innych gadżetów i uzyskałem wygodny i wystarczająco obszerny, a przy tym przenośny warsztat. (Fot. 1.)
            Na lewym boku oddzielone listewką stoją szpulki z drucikami. Na wierzchu listewki przykleiłem pasek magnetyczny, na który odkładam do wyschnięcia gotowe muchy, czy pojedyncze haczyki. (Fot. 2.)
           Na wprost miejsce na materiały na szpulkach – nici, lamety i inne.. Aby wygodnie je rozlokować, z listewek zrobiłem przegródki, do tego zamocowałem kołeczki ( polecam plastikowe patyczki do nauki liczenia) na które zakładam szpulki. (Fot. 3.)
            Prawy bok pulpitu – tu zainstalowałem belkę z nawierconymi otworami. Można w nich ustawić narzędzia, czy niektóre materiały, takie jak pojedyncze pióra, sparowane lotki itd. ( Fot. 4.)
           Rzecz niezmiernie ważna – śmietniczka. Woreczek z materiału rozpięty na stelażu z drutu i zamocowany do przedniej krawędzi pulpitu tak, aby łatwo było do niego zgarniać ścinki i inne resztki, których w trakcie kręcenia powstaje całkiem sporo. ( Fot. 5.)

           Mamy przestrzeń do pracy, pora na narzędzia.
Najbardziej charakterystycznym elementem warsztatu krętacza jest imadło. Użyteczny przyrząd, „trzecia ręka” pewnie trzymająca haczyk (choć nie tylko…) podczas procesu powstawania muchy. Rodzajów imadeł jest sporo, najistotniejszą cechą jest sposób zaciskania. Są krzywkowe zakręcane lub dociągane dźwignią, sprężynowe samozaciskowe, każdy typ w wielu wariantach. Aktualnie używam dobrej jakości imadła krzywkowego z dźwigienką do zaciskania szczęk. ( Fot. 6.) Imadło może być przytwierdzone do pulpitu skręcanym uchwytem, lub wyposażone w ciężką, szeroką podstawę. Wolę ten drugi rodzaj. Przykręcane imadło można przemieszczać tylko wzdłuż krawędzi warsztatu, stojące na masywnej „stopie” można ustawić w dowolnym miejscu, lub szybko zdjąć ze stołu.

           Do wykonania muszek przydatnych na naszych łowiskach w zupełności wystarczy – poza imadłem – zestaw podstawowych narzędzi.(Fot. 7.) Dobre nożyczki, nawijarka ( inaczej bobinka), samozaciskowe szczypczyki do chwytania jeżynek i innych materiałów, szpikulec, szczoteczka do wyczesywania dubbingu i finiszer ( nie dorobił się polskiej nazwy – może ktoś z czytelników ma jakiś pomysł?…). Spośród kilku rodzajów finiszerów już dawno wybrałem jeden, który najbardziej mi odpowiada ( na Fot. 8. drugi od lewej). Najlepiej mi się nim pracuje, zwłaszcza od kiedy dokonałem w nim pewnych modyfikacji. Ruchomy metalowy pierścień mocuje mini ostrze wycięte z żyletki.( Fot. 9.). Na końcu trzonka umocowałem cienką stalową rurkę z przyciętej igły do strzykawki. Umieszczam w niej na wcisk odpowiedniej długości igłę krawiecką.( Fot. 10.) W ten sposób mam trzy w jednym – finiszerem wykonuję węzeł, odcinam nić ostrzem, igłą nanoszę na główkę lakier. (Fot. 11.)
           Szczypczyki do jeżynek zazwyczaj wykonane są ze sprężystego drutu, lub odpowiedniego płaskownika. (fot. 12.) Lubię ten drugi rodzaj – wygodniej się je trzyma, ściskane nie przekręcają się w palcach. ( Fot. 13.) Na jedną końcówkę zakładam kawałek elastycznej rurki, do drugiego przyklejam papier ścierny o gradacji około 400. Zapobiega to wyślizgiwaniu się i urywaniu delikatnego czasem materiału. (Fot. 14.) Nożyczki powinny być najwyższej jakości, tutaj nie wolno oszczędzać. Warto mieć proste i wygięte. ( Fot. 15.).
            Nawijarka to wielce użyteczne narzędzie (Fot. 16.) Zależnie od wielkości i średnicy tulejki można do niej założyć szpulkę z cieniutką lub grubą nicią, a także z lametą lub drutem. Ramiona wykonane ze sprężystego drutu powinny się dać doginać w pewnym zakresie. Tuleja musi być z dobrego materiału, w przeciwnym wypadku będzie strzępić i urywać nitkę.
           Szpikulec ( Fot. 17.) służy głównie do nakładania kleju i lakieru, wyczesywania tułowia, pomaga przy układaniu skrzydełek z sierści. Warto mieć trzy o różnej grubości.
           Szczoteczkę do wyczesywania dubbingu skręconego z nicią, lub już gotowego tułowia najlepiej zrobimy naklejając kawałek „rzepa” na płaski patyczek. (Fot. 18.) Na szczoteczkę do zębów o krótko przyciętym włosie nakleiłem rzep, na gorąco osadziłem w niej kolec z grubej, tępo zakończonej igły – i oto mam kolejny patent „3 w 1”, tym razem do wyczesywania różnego rodzaju tułowi.( Fot. 19.)
            W następnej części tych notatek parę zdań o kolejnych narzędziach, które wprawdzie nie są tak niezbędne jak wyżej opisane, ale bardzo ułatwią pracę krętaczowi, a także parę słów o przechowywaniu materiałów.

           Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich V.2014.