Mickey Finn

              Mickey Finn, muszka o rodowodzie kanadyjskim, chyba jeszcze dziewiętnastowiecznym, należy do tych, których nie można, wręcz nie wypada nie mieć w pudełku. Ma na koncie wszystkie gatunki, które można złowic metodą streamera. Od pstrągów, poprzez tęczaki, łososie, aż po bassy.
            Jak wiele much genialnych Mickey Finn jest nieskomplikowana w swojej budowie i w doborze materiałów. Ale materiały dobrane są bardzo mądrze. Sierść z ogona jelenia (bucktail), pozornie sztywna i na oko mało mobilna, dopiero w wodzie pokazuje, co potrafi. Muchy wykonane z jej użyciem – a jest ich wiele – charakteryzują się wyjątkowo efektowną, żywą pracą.
             Mickey Finn bywa wykonywany z dodatkiem ogonków, jeżynek, oczek, ramion z jungle cock… Ja jednak najbardziej lubią ją w jej oryginalnej, oszczędnej wersji.
            To co, na zimową trotkę?..

1. Dość grubą, owalną srebrną lametę przywiązuję do trzonka haczyka na całej jego długości.
1..jpg
2. Wracam nicią do ocza haczyka i mocuję płaską srebrną lametę.
2..jpg
3. Nawijam tułów z lamety dwiema warstwami – do tyłu i ponownie do przodu. Następnie przewijam go owalną lametą.

3..jpg
4. Przywiązuję pierwszy pęczek żółtej sierści z ogona jelenia. Powinien mieć długość około 4/3 długości haczyka.
4..jpg
5. Następny pęczek – tym razem sierść czerwona.
5..jpg
6. I kolejna warstwa – ponownie sierść zółta. Szelak na główkę. Muszka gotowa.

6..jpg Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich II 2019.