„Kuba Style”

          Zdarzyło mi się kiedyś łowić w warunkach , których sam pewnie do łowienia bym nie wybrał. Bardzo niski ( i to o d wielu dni) stan wody, upał, bezwietrznie, ryba w rzece mocno przekłuta i popłoszona – niedawno był weekend i przewaliło się na tym odcinku rzeki sporo wędkarzy. Poczekałbym, aż zmieni się pogoda, oświetlenie, stan wody, może wybrałbym inną porę dnia. Powiedziałbym sobie (cytując pewnego wybitnego ichtiologa), że jak się lipieniowi moja mucha nie podoba, to niech sobie ukręci lepszą i po prostu bym odpuścił. Ale cóż było robić, musiałem akurat tego dnia i w tym miejscu spróbować pokazać jak się u nas łowi lipienie dwóm dziennikarzom z zagranicznego pisma wędkarskiego. No i bądź tu mądry, kiedy czysta jak kryształ woda ledwo płynie, przypon grubości „0,0nic” wygląda na powierzchni jak cuma holownika morskiego, a lipienie na widok najlepiej zdawałoby się dobranej suchej reagują paniczną ucieczką, lub w najlepszym wypadku pobłażliwym uśmiechem.
        Wszelkie próby złowienia przyzwoitej ryby kończą się niepowodzeniem. Niedobrze. Powoli ustają i tak nieliczne oznaki żerowania. Na środku płani którą bezowocnie obławiam, leży spory kamień. Z wody nie wystaje, ale widać , jak za nim tworzy się charakterystyczny warkocz. I w tym warkoczu co chwilę widzę wyjście. Tam stoi ryba, może nawet kilka ryb. Po sposobie w jaki wychodzą widzę, że całkiem ładne. No proszę, na samym środku wody ostatnie miejsce gdzie jest szansa coś zaciąć. Ale jak to teraz zrobić, jak podejść, żeby nie spłoszyć żerujących lipieni. Z doświadczeń na tej rzece wiem, że w takich spokojnych miejscach o wolnym przepływie nawet falka wywołana przez brodzącego w bezpiecznej pozornie odległości muszkarza może na długo spłoszyć rybę. Trzeba więc obejść warkocz z wychodzącymi rybami bardzo szerokim łukiem, a następnie ostrożnie i bez hałasu wrócić pod prąd na odległość skutecznego podania muchy. W między czasie podejmuję decyzję o zmianie metody. Ponieważ sucha jak dotąd nie przyniosła rezultatu, to spróbujemy inaczej. Do przyponu przywiązuję maleńką mokrą muszkę mającą w założeniu imitować oliwkę. Ot , takie nic – na haczyku #18 króciutki tułowik i skąpa , miękka jeżynka. Dobra, zestaw gotowy, teraz podchodzenie pod prąd. Jeszcze parę metrów, jeszcze krok, byle nie za blisko, byle nie narobić hałasu… Wystarczy. W warkoczu za kamieniem nadal widzę oczka. Teraz wiem, że praktycznie mam jeden rzut. Jeżeli podam muchę celnie i bez hałasu, to jest szansa na branie. Jeżeli się nie uda, lipienia na pewno wystraszy spadająca mu na łeb linka i drugiej szansy nie będzie. Muszę teraz posłużyć się techniką, którą niejednokrotnie już z powodzeniem stosowałem.
        Trzeba tak wymierzyć długość rozwiniętego w powietrzu sznura, aby mucha upadła na wodę na wyprostowanym przyponie trochę powyżej wychodzącej ryby, a wędzisko w tym momencie ułożone było równolegle do powierzchni wody bez zbytecznych zwisów linki. I teraz jedno, drugie, trzecie pociągniecie za linkę przełożona pod palcem wskazującym dłoni trzymającej rękojeść. Mucha powinna poruszać się mniej więcej z szybkością prądu wody. Ryba wychodzi do tak prowadzonej muchy, bierze i zawraca w kierunku dna, a zacięcie następuje przy kolejnym pociągnięciu linki . Ponieważ odbywa się to na wyprostowanym zestawie, to nie można przesadzać ze zbyt cienkim przyponem i wszystko trzeba wykonać delikatnie, pod kontrolą i z wyczuciem.
I proszę, kolejny raz moja metoda mnie nie zawiodła. Moją oliweczkę wziął dorodny sanowy czterdziestak, dostarczył mi więcej satysfakcji niż niejeden komplet, bo nie było łatwo, trzeba było się przyłożyć. A belgijski wysłannik gazety wędkarskiej dostał swoje upragnione zdjęcie lipienia złowionego w Polsce. Panie prezesie, melduję o wykonaniu zadania…
        Metoda powyżej opisana (którą członkowie angielskiej drużyny narodowej ochrzcili kiedyś „Kuba Style”) jest moją ulubiona pośród kilku odmian łowienia na mokrą muchę. Jest bardzo przydatna w sytuacjach, kiedy ryby żerujące w powierzchniowej warstwie wody ignorują spływające owady doskonałe ( a co za tym idzie suche imitacje), natomiast pożerają nimfy tuż pod powierzchnią, w trakcie ostatniego etapu przeobrażania. Mam też wrażenie, że metoda ta pozwala wyselekcjonować z żerującego stada ryby większe, które chyba chętniej biorą nimfę tuż pod powierzchnią niż owada doskonałego.
        Łowiąc tą metodą najchętniej stosuję mokre muszki typu Soft Hackle. Według mnie ich budowa , użyte materiały, wynikająca z nich praca i sylwetka w wodzie najlepiej nadają się do imitowania tego, co w założeniu mają imitować. Czyli nimfę podążająca ku powierzchni w celu przeobrażenia, owada na wpół przeobrażonego, uwięzionego częściowo w wylince, czy też takiego, któremu się nie udało i martwy spływa bezwładnie. W użyciu jest sporo wzorów klasycznych, niektóre z nich opisane już półtora wieku temu, cały czas powstają nowe, choć są one przeważnie tylko lekko zmodyfikowanymi starymi , sprawdzonymi konstrukcjami. Bo też ciężko coś nowego jest tu wymyślić. Na jeżynkę, część muchy najważniejszą ( jak sama nazwa tego typu much wskazuje), używa się najczęściej piór szyjnych, piersiowych i okrywowych ptactwa łownego. Charakterystyczne , jakby przykrótkie tułowia buduje się już to z jedwabiu, już to – w przypadku gdy chcemy uzyskać tułów bardziej gruby, puszysty – z wełen, sierści, promieni piór pawia lub strusia. Oczywiście można stosować różne kombinacje wymienionych materiałów. Do budowy tych muszek najchętniej używam haczyków o skróconym trzonku ( przy małych rozmiarach dają pewniejsze trzymanie w holu), można też wykonać muchę jakby o jeden – dwa numery mniejszą niż wynikałoby to z rozmiaru haczyka ( to patent już dawno odkryty przez konstruktorów łososiowych much typu Low Water), ale w przypadku rozmiarów większych można oczywiście stosować haczyki o standardowej długości trzonka, lub nawet przedłużone, np. gdy chce się wykonać imitację jętki majowej. W każdym razie pomimo dość prostej konstrukcji omawianego typu muszek pole do popisu jest szerokie.
Oto kilka moich ulubionych wzorów:

1. Woodcock & Tan
1. Woodcock & Tan crop..jpg
Haczyk – #18-8
Tułów – beżowy jedwab
Jeżynka – pokrywowe piórko z zewnętrznej strony skrzydła słonki

2. Krtek 😉
2. Krtek ;-) crop..jpg
Haczyk – #18-8
Tułów – sierść kreta
Przewijka – srebrny drucik
Jeżynka – kura grizzly

3. Light Partridge V.
3. Light Partridge V.jpg
Haczyk – #18-8
Tułów – żółty jedwab, żółty dubbing
Jeżynka – jasne prążkowane piersiowe piórko kuropatwy

4. Palmered March Brown SH.
4. Palmered March Brown SH.jpg
Haczyk – #16-6
Tułów – bordowa wełna zmieszana z ciemna sierścią zająca
Przewijka – żółty jedwab
Jeżynka – na całym tułowiu ciemne grzbietowe piórko kuropatwy

5. Olive SH.
5.5. Olive SH.jpg
Haczyk – #18-8
Tułów – oliwkowy dubbing
Owijka – srebrny drucik
Jeżynka – oliwkowa kura

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich II. 2010.