Kiedy będziesz w Norwegii…

             … w końcu wylądujesz nad Stordal, w miateczku Afjord, w gminie  Sør-Trøndelag.  Stordal nie należy do dużych rzek, ot, taka jak powiedzmy Raba w okolicach Gdowa. No może wody trochę więcej niesie. Łososie które do niej wchodzą nie nalezą może do największych w norweskich rzekach, ale ryby w okolicy 5-7 kilo nie są rzadkością.
     … Do wodospadu najlepiej idź lewym brzegiem. Od szosy, zaraz przy moście jest stroma ścieżka w górę. Tam przejdziesz obok cmentarzyska z epoki żelaza umiejscowionego na szczycie wzgórza, z którego widać ujście Stordal do fiordu.Zatrzymaj się tam na chwilę. Jest tablica z zaznaczonymi kurhanami i parę słów o historii miejsca. Potem ścieżką przez las. Po lewej opada bardzo stromy, bardzo zarośnięty brzeg, od czasu do czasu zobaczysz rzekę w dole. Po prawej las, tu i owdzie łąka z pasącymi się owieczkami. Ich dzwonki słychać nad wodą całą dobę.Potem, po kwadransie drogi zaczniesz słyszeć wodospad. Jest tam zejście nad wodę. Wodospad jest naturalny, wysoki, łososie  nie byłyby w stanie go pokonywać, więc zbudowano im przepławkę. Woda spada po masywnym skalnym stopniu, rozbija się na dwa prądy. Jeden idzie w lewo wzdłuż progu, potem odnogą w dół. Drugi płynie prosto wzdłuż prawego brzegu (prawy brzeg należy do gminy i licencję kupuje się w sklepie wędkarskim w Afjord) , zainstalowany jest tu  stalowy pomost wychodzący parę metrów nad wodę, z niego można rzucić przez całą szerokość beła pod wodospadem. Na progu wodospadu, bliżej lewego brzegu, do skały umocowana  jest mła platforma z balustradką, z której też można rzucać.
     Ale ja wolałem inaczej. Trzeba przejść odnogę przy lewym brzegu i stanąć na wypłyceniu na środku koryta. To wypłycenie przy niskim stanie wody zamienia się w małą wysepkę. Z tego miejsca dobrze się rzuca pod sam wodospad, można obłowić cały prąd, ten który odbija spod wodospadu w lewo. Od czasu do czasu skoczy łosoś – wiesz wtedy, że są, że warto rzucać. Złowiłem tam dwie ryby.  Za każdym razem widziałem spławy. Muchy?… Te, do których masz zaufanie. Jeżeli nic nie wskazuje co założyć, to popytaj wędkarzy, nikt tam nie robi tajemnic, pokażą na co łowią, wskażą w Twoim pudełku te, które uznają za dobre. Muchę , która przywiązałem do przyponu kierując się zasadą, że każda mucha jest dobra byleby była to mucha czarna, zobaczył kontrolujący moją licencję strażnik i pochwalił wybór. Więc konsekwentnie na nią łowiłem i okazało się, że dobrze doradził – złowiłem na nią obie moje ryby. Nota bene obie na jednoręczny kijek 3.15, #9. Stordal to nieduża rzeka, a kiedy jeszcze woda zaczęła opadać, to mój dwuręczny zestaw zrobił się jakiś taki za potężny i przeszedłem na jednoręczny…  Ale z przyponem to się nie baw, 0.40 w sam raz. I to nie chodzi o to, że łosoś może urwać cieńszą żyłkę. Duży czy mały, ma taką taktykę, że w czasie walki trze pyskiem o dno próbując pozbyć się muchy. Mój mniejszy łososik, wszystkiego 60 cm, tak sponiewierał świeżą czterdziestkę o kamienie, że gdyby to dłużej potrwało, to kto wie…

     … Nad każdą rzeką łososiową  znajdziesz wędkarskie chatki. W środku przeważnie jest ławka, stolik, palenisko, porąbane drewno, czajnik… Można tu przeczekać deszcz, ugotować herbatę, nawet się zdrzemnąć. A, no i ważna rzecz, często o ścianę oparty stoi duży podbierak. Na prawdę duży. Na Orkli takim podbierałem Norwegowi łososia 105 cm, 11.30 kg.
       Koło wodospadu na Stordal, na obu brzegach stoją takie domki. W tym na prawym brzegu jest monitor, który pokazuje obraz z podwodnej kamery w przepławce i jest licznik ryb, które przeszły przez przepławkę. Przychodzisz rano i wiesz, ile ryb od wczoraj przeszło.  I ten monitor tam stoi. I nikomu nie przeszkadza. I śmieci w chatce nie ma… Dziwny kraj ta Norwegia…

        …Kiedy stoisz w jakimś dobrym miejscu i ktoś przyjdzie od góry, to dobry obyczaj ( a czasami wręcz zapis w regulaminie łowiska) nakazuje zwolnić mu miejsce po dwudziestu minutach. Potem oczywiście ty jego możesz zmienić. No i nie zajmuje się miejsca poniżej łowiącego. Z pomocą w holowaniu ryby nie należy się narzucać, poczekaj aż cię wyraźnie poproszą. To, że wszyscy się nad rzeką pozdrawiają jest zupełnie oczywiste. Zresztą nie tylko nad rzeką… Co za dziwny kraj…

     Na te trzy muchy brały łososie. Czarne skrzydełka i jungle cock, jakiś niebieski akcent. A najważniejsza wiara w muchę.

     … Fiordy? Koniecznie. Jak będziesz przejeżdżał z jednej rzeki na drugą, to nie ma siły, będziesz jechał nad fiordami, w końcu to Norwegia. Jeżeli gdzieś znajdziesz miejsce żeby bezpiecznie zejść nad wodę i będzie można rzucić muchą, to nie odpuszczaj. Łowienie na muchę w fiordzie to zabawa, która nie ma sobie równych. Ryb jest tyle, że nie można nie połowić. Biorą na każda muchę – dorsze, makrele, czarniaki – zwłaszcza te ostatnie. Połowiłem na pomarańczowe, seledynowe, czerwone , z dużą ilością błyszczących dodatków.

     Linka od pływającej do szybko tonącej. Brania mogą być we wszystkich warstwach wody, czarniaki często żerują jak bolenie. Wtedy łowiłem je na linkę pływającą i szybko prowadzoną muchę. Prędko zrezygnowałem z łowienia na dwie muchy, bo częste dublety plątały zestaw. Na dużą muchę tubową, do której jako uzbrojenie założyłem morską muchę na haku nr 6, złowiłem czarniaka 98 cm. Ile ważył? Nie wiem, pewnie 8-9 kilo.

Film z czarniakiem złowionym na muchę.

Czarniak

Czarniak


Makreli niestety nie udało mi się  złowić na muchę, jakoś tak się składało, że jak łowiłem na muchę, to zawsze były po za zasięgiem. Na spining owszem, złowiłem. No ale to się przecież nie liczy…

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich IX.2010.