Kamizelka

               Nowoczesne buty do brodzenia, wodery sięgające aż po pachy, stylowa czapeczka z daszkiem, czasem mniej lub bardziej ekstrawagancki kapelusz, krótka, specjalnie przystosowana do głębokiego brodzenia kurtka… No i oczywiście najbardziej charakterystyczny element ubioru i zarazem wyposażenia – kamizelka. Teraz już nie ma wątpliwości. Tak odziany wędkarz, to na pewno wędkarz muchowy. Skupmy się na tym ostatnim elemencie, bo zasługuje on na pewno na szersze omówienie.
            Kamizelka wędkarska jest wynalazkiem genialnym. Zwłaszcza wędkarz muchowy doceni jej zalety. Z metodą muchową bowiem kojarzą się całodzienne, kilkukilometrowe wędrówki rzeką. Trzeba cały ekwipunek mieć przy sobie, mało tego, do każdego niezbędnego drobiazgu trzeba mieć łatwy dostęp, nawet gdy stoi się po pas w bystrej wodzie. Nie załatwi tego żadna torba ani plecak. Dobrze zaprojektowana kamizelka, w której licznych kieszeniach mądrze rozmieścimy cały potrzebny sprzęt, jest na takie okazje niezastąpiona. A trzeba wiedzieć, że łączna ilość sprzętu, drobiazgów i gadżetów które powinna pomieścić kamizelka bywa niemała. Ba, niektórzy wędkarze mają skłonność do dźwigania na sobie zdumiewającej ilości gratów, bo „a nuż się przyda”. Są tacy, którzy w kamizelce potrafią upchnąć imadełko, podstawowe narzędzia i materiały, żeby nad wodą ukręcić muchę, tę jedyną, której akurat zabrakło w pudełku. Że nie wspomnę już o przypadkach skrajnych, jak na przykład noszenie małego, składanego grilla… Z drugiej strony na rybach trzeba mieć w miarę możliwości wszystko, co może okazać się niezbędne.
            Po latach doświadczeń wypracowałem swój własny system dobierania zestawu rzeczy, które zawsze mam w kamizelce.
Wszystko można podzielić na trzy części:
            Pierwsza – rzeczy oczywiste: Pudełka z muchami, kołowrotek plus szpule z różnymi linkami, żyłki przyponowe.
Tutaj ilość przenoszonego sprzętu będzie zależna od tego gdzie i jak zaplanowałem łowienie. Wyobraźmy sobie, że przed nami łowienie całodzienne i to na łowisku, którego nie znamy dokładnie. Nie wiemy, jaka metoda może okazać się skuteczna, z jakimi rybami przyjdzie nam się zmierzyć. Trzeba więc być przygotowanym na różne sytuacje. W takim przypadku w kamizelce znajdzie się zestaw – maksimum: trzy pudełka z muchami ( suche, nimfy, streamery i mokre), na szpulach linki pływająca, intermediate, tonąca i szybko tonąca. Skoro mamy łowić cały dzień, to koniecznie trzeba zabrać kanapkę i coś do picia w lekkiej, plastikowej butelce, najlepszy jest miękki plastikowy bidonik z pokrowcem izolującym z neoprenu. Po opróżnieniu można go spłaszczyć lub zwinąć i nie zajmuje niepotrzebnie miejsca.W przypadku gdy kwateruję niedaleko dobrze rozpoznanego łowiska i na ryby wychodzę dwa razy dziennie na dwie, góra trzy godziny – wczesnym rankiem i wieczorem, sprawa jest dużo bardziej prosta. Na przykład rano biorę tylko pudełko z mokrymi i streamerami oraz tonącą linkę, wieczorem – linka pływająca i pudełeczko z suchymi i mokrymi muszkami.
            Część druga – rzeczy, które zawsze mam w kamizelce niezależnie od tego jak zaplanowałem łowienie:
            Na plecach przytroczony podbierak. Dokumenty, okulary polaryzacyjne. Obcinaczka do żyłki, szczypczyki do wyhaczania głęboko zapiętej ryby i do zgniatania zadziorów w haczykach, miarka – te przydatne gadżety mocuję do kamizelki za pomocą tzw. retraktorów, tyle, że nieco zmodyfikowałem ich działanie. Nie przypinam ich na zewnątrz kamizelki, lecz, po zdemontowaniu agrafki wrzucam je do kieszeni luzem, a linkę przeciągam przez specjalnie w tym celu zamontowane do kieszeni oczka. W jednej z kieszeni zawsze mam kilka gotowych zapasowych przyponów, tonące końcówki i przypon szczupakowy. W dużej kieszeni na plecach peleryna przeciwdeszczowa i takiż kapelusz.
            I część trzecia – rzeczy moim zdaniem niezbędne, a często pomijane przez wędkarzy:
            Mini apteczka – środek przeciwbólowy, plaster na skaleczenia, węgiel – wiadomo… Papier toaletowy. Zapalniczka, mała, kieszonkowa latarka wodoszczelna. Scyzoryk wielofunkcyjny lub tzw. „multitool”. Mała piersiówka z jakimś środkiem rozgrzewającym, w komplecie ze składanym kieliszkiem. Pomijając kwestie towarzyskie bardzo pomocna w przypadku listopadowej kąpieli. Mały, ale mocny magnes neodymowy uwiązany na sznurku – rozsypaliście kiedyś muszki w trawie? Zawsze mam ze sobą mini ręczniczek, wielkości chustki do nosa. No i na koniec – jak mawia jeden z moich kolegów, tak zwane „przydasie” – zestaw do prowizorycznej naprawy przebitych woderów, rolka taśmy izolacyjnej i kilka kablowych opasek zaciskowych. Nigdy nie wiadomo co się może zdarzyć…
            Wszystkie rzeczy którym może zaszkodzić zamoknięcie najlepiej jest przechowywać w wodoszczelnych pokrowcach – obecnie nie ma problemu z ich zakupem, są takie, które pomieszczą dokumenty, telefon, aparat fotograficzny, pilota do samochodu, z braku takiego futerału można posłużyć się woreczkiem strunowym.
            Jest jeszcze jeden sposób na przenoszenie niezbędnego wyposażenia w czasie wędkowania. W bardzo upalny dzień, kiedy chcemy niedługi czas powędkować mając przy sobie minimalny zestaw potrzebnych drobiazgów, po prostu rezygnujemy z kamizelki, która, nawet nie bardzo załadowana swoje jednak waży i stanowi dodatkową warstwę odzieży.
Można ją wtedy zastąpić „naszyjnikiem wędkarskim”. Można do niego podwiesić najpotrzebniejsze drobiazgi, pudełko z muchami umieścić w kieszeni woderów, a nóż i podbierak przytroczyć do paska.
            Istnieje takie wodniackie prawo, które od czasu do czasu boleśnie się przypomina. Otóż wszystko czego używamy na wodzie – czy to na żaglach, czy łowiąc z łódki lub brodząc w rzece – prędzej, czy później wypada z ręki lub z kieszeni. Któż z nas nie stracił na rybach okularów, telefonu, pudelka z muchami czy ulubionego noża (to dopiero boli!..) Należy więc zastosować się do zasady, że co tylko się da trzeba w jakiś sposób przymocować. Dobrze więc, gdy nasza kamizelka jest wyposażona w możliwie dużą ilość zawieszek, zaczepów, D-ringów czy oczek. Uchroni nas to przed strata cennych elementów wyposażenia.

Fot. Wojtek Marzec
Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich VII.2013.