Jesień. Noś parasol i przy pogodzie.

Jesień idzie, nie ma na to rady.
(A.Waligórski)

        No i przyszła. Przyszła jak co roku i fakt ten – jak co roku – specjalnie mnie nie zachwycił. Teraz, aż do zimowego solstycjum będzie już tylko gorzej. Zimniej, ciemniej… Potem, tak gdzieś do kwietnia, też niezbyt miło. Ale cóż, również jak co roku, przyjmuję tę sytuację do wiadomości, bo poradzić na to mogę niewiele. Trzeba sobie jakoś ten przykry czas uprzyjemnić, na przykład… Co by tutaj… O, wiem. Pojadę na ryby.
     Zaplanowałem na tegoroczną jesień dwa kilkudniowe wypady na San i przyjąłem ambitny program: Głowacica! Oczywiście na muchę. Ponieważ zaś trochę z zaplanowanego czasu postanowiłem spędzić na łowisku specjalnym Zwierzyń – Hoczewka, przyjdzie dostosować się do obowiązującego tam regulaminu. Otóż na łowisku tym od pierwszym września do końca stycznia, czyli w czasie trwania okresu ochronnego pstrąga potokowego, obowiązuje zakaz używania streamera mniejszego, niż 15 cm. A ponieważ nie zamierzam próbować łowić głowacicy na nimfę, trzeba będzie przygotować sobie zestaw odpowiednio dużych much. Niby nic takiego – mucha jak mucha, tylko duża. I tu pojawia się pewien problem. Tej wielkości zonker, puchowiec, czy inna przynęta „streameropodobna” , jeżeli ma być wykonana z zachowaniem stosownych proporcji, będzie zbyt ciężka, zbyt obfita, będzie chłonęła dużą ilość wody, co spowoduje poważne problemy przy rzucaniu zestawem w klasie 8, a takim właśnie mam zamiar łowić. Można by ten problem ominąć budując muchę nie tyle dużą, co po prostu długą. Do muchy o „normalnych” rozmiarach dodać ogon na tyle długi, aby całość miała te regulaminowe 15 cm… Tak nie chcę. Mucha ma się podobać nie tylko głowacicom, ale i mnie.
     Stanąłem więc przed zadaniem zrobienia muchy, która spełni wymogi regulaminu obowiązujacego na łowisku, będzie miała odpowiednio mięsistą, trójwymiarową sylwetkę i równocześnie nie narazi mojego sprzętu na zniszczenie. Z pomocą przyszedł kolega, znany w pewnych kręgach jako WujTom, który od lat łowi metodą muchową na świetnym szczupakowym łowisku Unichowo. Posługuje się zestawem muchowym w klasie #8 i używa na prawdę dużych much. Około dwóch lat temu wypracował pewien typ konstrukcji muchy ( na własny użytek nazywa to „parasolką”), który okazał się być dobrym rozwiazaniem mojego problemu. Potem zresztą znaleźliśmy podobne rozwiazanie zastosowane w muszce sandaczowej Popovic’s Hollow Fly, opracowanej przez Boba Popovica, znanego łowcę szczupaków i twórcę wielu ciekawych much. Cała rzecz polega na odpowiednim użyciu sierści z ogona jelenia wirginijskiego, która to sierść dzięki swoim specyficznym właściwościom tworzy rodzaj szkieletu o kształcie mogącym właśnie kojarzyć się z otwartym parasolem. Szkielet ten jak stelaż podpiera inne użyte do budowy muchy materiały. Tak skonstruowana mucha ma kształt o jaki mi chodziło, a równocześnie świetnie pracuje podczas prowadzenia. Sprężysty „parasol” z jelenia plus miekka, długa sierść przybrana błyszczącymi dodatkami przy odpowiednim prowadzeniu żywo faluje i pulsuje wabiąco. Do tego wszystkiego rzecz jest stosunkowo łatwa do wykonania.

W przypadku gdy chcemy uzyskać muchę oszczędniej ubraną, lub chcemy ją wykonać na haku o krótszym trzonku, dowiązujemy trzy, dwie, lub nawet tylko jednen pęk sierści jelenia. Można wtedy wykonać tułów z błyszczących materiałów. Zastosowanie sierści w różnych kolorach, użycie kontrastowo wybarwionych piór szyjnych koguta i dodanie dużych oczek może podnieść atrakcyjność takiej muszki.

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich XI.2011.