Jesień. Mała, mniejsza, najmniejsza…

Październik z trudem wiąże koniec z końcem
Purpurowa kurteczka nie ukryje biedy
Usiadł sobie w gospodzie pod Nowym Sączem
Żółte piwo pije na kredyt*

Paź..JPG

        Lubię być wtedy nad rzeką. Chociaż czasami jesienny wiatr potrafi dokuczyć, chociaż bywa na wodzie tłoczno, to jednak jest jakby ciszej, spokojniej… W powszedni dzień, kiedy trafi się prawdziwa złota polska jesień, jestem nad wodą tylko ja, czerwone buki odbite w lustrze wody… No i oczywiście ryby. Lipienie.
    O tej porze roku żerują najlepiej, w pogodny, spokojny czas bywa, że przez cały dzień. Co wcale nie oznacza , że złowić je wtedy najłatwiej. Zdarza się, że pomimo intensywnego żerowania z powierzchni moja muszka jest całkowicie ignorowana. Bywa, że pomimo zastosowania zdawałoby się idealnie dobranej imitacji uwiązanej do cieniutkiego przyponu złowienie ryby wydaje się być niemożliwe. Czasami jakiś lipień spokojnie, bez pośpiechu unosi się w kierunku muchy, przygląda jej się przez sekundę i zawraca w kierunku dna. Czasami chlapnie pyskiem tuż obok muchy, lub potrąci ją nosem wywołując odruch zacinania. I oczywiście pudło. Zmiana muchy nic nie daje. Kiedy przewiązuję piątą, szóstą, siódmą muszkę i łapię się na tym, że to ta, od której zaczynałem, przychodzi refleksja – zaraz, przecież nie zawsze muszę złowić wszystkie wychodzące ryby. Nie zawsze muszę cokolwiek złowić. A w ogóle to na rybach nic nie muszę. Nawet łowić. Dla tego właśnie bawię się w to całe wędkarstwo… I tak dalej.
   Ale żarty na bok, coś trzeba zrobić w takiej sytuacji. Ano, najlepiej zachować pogodę ducha i przyjść w to samo miejsce nazajutrz. Bo zdarza się, że wyjątkowo wybredne lipienie w tym samym miejscu, w tych samych warunkach nagle zachowują się zupełnie inaczej. Wychodzą do muchy bez oporów, biorą ją „jak swoją” nie przejmując się grubością przyponu… Pewnie wielu muszkarzy zna takie sytuacje, pewnie mają jakieś swoje, tłumaczące to zjawisko teorie. Ja nie podejmuję się tego wytłumaczyć, myślę, że jest cały szereg czynników mających wpływ na zachowanie ryb, które dla wędkarza są nierozpoznawalne i pewnie trzeba się z tym pogodzić. Oczywiście nie trzeba się poddawać, najważniejsze, to próbować łowić w miejscu, gdzie mamy namierzone żerujące ryby. Z mojego doświadczenia wynika, że na takie wredne i wybredne ryby czasami działa zmiana muszki na taką samą lub podobną, ale dwa numery mniejszą. Problem czasami może stworzyć sytuacja – nierzadka jesienią, zwłaszcza późną – że mucha dobrana rozmiarem do tego, na czym w danym momencie żeruje lipień już i tak jest mała, wykonana na haczyku powiedzmy #20. I trzeba teraz przywiązać coś na #22, w listopadzie nawet #24. Na szczęście haczyki w takich numeracjach już są od jakiegoś czasu dostępne w sporej gamie modeli. Przeszły do historii czasy, kiedy to z braku odpowiednio małych haczyków muchowych , trzeba było zrobić muszkę na najmniejszym dostępnym haczyku z łopatką (te czasami były do zdobycia), wmontowując cienki przypon w konstrukcję muchy. Muszki wykonane na haczykach od #20 w dół nie muszą, a nawet chyba nie powinny być specjalnie wymyślne. Ot, tułowik z odpowiednio dobranej kolorystycznie nici wiodącej i skrzydełka z CDC, lub uboga jeżynka z koguta. Te materiały powinny bez problemu zmieścić się na maleńkim haczyku. Niestety, haczyki w tak małych rozmiarach sprawiają pewne problemy zarówno z zacięciem, jak i z holem. Haczyk o trzonku dłuższym lepiej zacina, ale za to gorzej trzyma rybę. Z kolei krótki lepiej trzyma, ale zacięcie częściej bywa nieudane. Kiedy zaś mówimy o hakach w rozmiarach, które będą potrzebne do wykonania maleńkich, jesiennych muszek, to, niezależnie od proporcji długości trzonka do rozwartości łuku problemy z zacinaniem i z holem wystąpią tak, czy inaczej. Od pewnego czasu do budowy muszek mniejszych, niż #18 używam nowoczesnych, specjalnie ukształtowanych haczyków, które moim zdaniem kompromisowo zapewniają dość dobre zacięcie i w miarę pewny hol. Na tego typu haczykach wykonałem muszki na zdjęciach nr1-7.
    Wykonanie tak małych muszek na początku na pewno może sprawiać pewne trudności. Warto użyć dużej lupy w celu skontrolowania poprawności wykonania poszczególnych etapów budowy. Kolejną ważną rzeczą jest zastosowanie najcieńszych dostępnych nici – obecnie nie ma problemu z ich zakupem, czasy wypruwania nitek z pończochy też już chyba za nami. Dobrej jakości CDC, najlepiej w jasnym, ułatwiającym obserwację naszego „paproszka” na powierzchni wody, na jeżynkę kogut w kolorach jasno- i ciemnopopielatym, oliwkowym, grizzly, ewentualnie czarnym i białym. Tułów z nici, pojedynczego promienia pióra, lub bardzo delikatnego dubbingu. No i oczywiście haczyki w rozmiarach #18 – 24. Dysponując takimi materiałami wykonamy zestaw muszek, które na pewno będą skuteczne jesienią.

*A. Bursa, Jesień

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich XI.2010.