Frutti di mare. I.

       Coraz częściej muszkarze poszukują troci wędrownej w morzu. Ci, którym już nie wystarcza zimowe „oranie” pomorskich rzek w pogoni za wątpliwą frajdą z holu wychudzonego kelta, lub obarczone dużym ryzykiem niepowodzenia polowanie na srebrniaka, zaczynają powoli odkrywać uroki morskiego muszkarstwa. Zaczęliśmy dużo później niż nasi bałtyccy sąsiedzi, Skandynawowie, czy Niemcy. Oni na temat łowienia troci w morzu wiedzą już dużo. My możemy się od nich wiele nauczyć. Łatwo się teraz podróżuje, granice stoją otworem, Dania czy Szwecja są niedaleko. Warto tam pojechać i podpatrywać. Przyjrzeć się sprzętowi, technice, muchom…
     Te ostatnie z grubsza można podzielić na dwie grupy. Obie zawierają imitacje naturalnego pokarmu troci morskiej. Pierwsza z nich to rybki. Troć morska – w odróżnieniu od tej przebywajacej w rzece – normalnie żeruje i istotną część jej pokarmu stanowią gatunki drobnych ryb wytępujacych w strefie przybrzeżnej. Tobiasze, dobijaki, młode śledzie.
      W części pierwszej pokazuję dwa przykłady przynęt imitujących rybki. W części drugiej zajmiemy się bezkręgowcami.

     Tobiasz.
Materiały:

     Do tego typu muszki należy zastosować możliwie miękkie, mobilne materiały, które będą dobrze pracować. Ja użyłem syntetycznego materiału znanego powszechnie pod nazwa „dywanu”. Jest to rodzj sztucznej sierści w różnych kolorach. Oprócz tego błyszczący materiał w rodzaju Flashabou, klej szybko schnący i dwuskładnikowa żywica wpoksydowa dziesięciominutowa, samoprzylepne oczka holograficzne.
No i oczywiście dobry, morski haczyk.

     Tobiasz tandemowy. Materiały:
     Dwa haczyki morskie, mocna plecionka, mylar perłowy, żywica dwuskładnikowa epoksydowa dziesięciominutowa, oczka holograficzne.

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich IX.2011.