Chruścik.

        Chruściki to – obok jętek – rząd owadów mający największe znaczenie dla muszkarza. Stanowią bowiem bardzo istotny składnik pokarmu ryb łososiowatych poławianych metodą muchową. Poza tym, ze względu na ogromną ilość i różnorodność gatunków, ich imitacji można używać przy użyciu wszystkich odmian metody muchowej, we wszystkich chyba warunkach, na wielu typach łowisk, w zasadzie przez okrągły sezon.
     Najbardziej chyba ulubiona przez wędkarzy metoda – sucha mucha – daje możliwość zastosowania wielu rozmaitych imitacji stadium owada doskonałego. Mamy tu do wyboru muszki w rozmiarach od #16 aż do #8, wykonane z pełnej gamy materiałów używanych do kręcenia suchych muszek. Sucha imitacja chruścika powinna dobrze pływać, gdyż niejednokrotnie będziemy stosować ją na szybkiej, wzburzonej wodzie. Z kolei na wodzie gładkiej i spokojnej można prowadzić taką muszkę wywołując efekt smużenia. Ponieważ wiele gatunków chruścików potrafi dość dobrze biegać po powierzchni, niezbyt dokładne prowadzenie muchy, dopuszczanie do dryfu, bądź nawet właśnie celowe smużenie (co byłoby niewskazane choćby w przypadku łowienia na suchą jętkę) bywa czasami bardzo prowokujące dla żerującej ryby. Dobrą pływalności suchego chruścika uzyskamy stosując dobrej jakości materiały i odpowiednią konstrukcję muchy. Zasadą oczywistą jest budowanie muchy na cienkim haczyku, przeznaczonym do wykonywania suchych muszek. Na skrzydełka można stosować zimową sierść jeleniowatych, CDC, ale także inne rodzaje sierści oraz materiały bardziej tradycyjne, jak na przykład pióra ptactwa łownego. Kolory – od szarego, popielatego, poprzez beżowe, wszystkie odcienie brązu, aż do prawie czarnego. Oczywiście możliwe są kombinacje wymienionych materiałów, co czasami daje bardzo interesujące efekty. Tułowia suchych chruścików, najczęściej stosunkowo grube, budujemy z dubbingów o możliwie jak najmniejszej nasiąkliwości. Najczęściej tułowia suchych chruścików robimy we wszystkich odcieniach brązu i oliwki, a także żółtego i pomarańczowego. Bardzo charakterystycznym elementem suchego chruścika jest podwójna jeżynka wykonana z piór szyjnych koguta w odcieniach brązu. Jedna, typu pallmer, na tułowiu, druga (często trochę dłuższa i w innym odcieniu) przed skrzydełkami, wiązana jako ostatni element muszki. Jeżeli chcemy, aby muszka stała wysoko na powierzchni i była mniej podatna na przytopienie przez mocno sfalowaną wodę, obie jeżynki, przednią i tę na tułowiu możemy wykonać podwójne, na każdą używając dwóch piór. Jeżeli zaś chcemy, aby muszka płynęła nisko, w pozycji która dobrze imituje owada w ostatnim stadium przeobrażania, to możemy zrezygnować z jeżynki na tułowiu, a przednią wystrzyc od spodu tak, by podpierała muszkę z boków, zapobiegając jedynie jej wywracaniu się. Taka muszka powinna od tyłu opierać się o powierzchnię końcówkami skrzydeł. Na naszych wodach chruściki w stadium owada doskonałego pojawiają się mniej więcej od kwietnia do końca października. W ciągu całego tego okresu należy się liczyć z możliwością uzyskania dobrych efektów przy użyciu suchej muchy. Kiedy późnym wieczorem zaobserwujemy masowy wylot chruścików (choć zdarza się to również w środku dnia), najlepszą porą na wypróbowanie naszych suchych imitacji będzie następny dzień. Wprawdzie na powierzchni wody nie widać owadów, to ryby chętnie biorą suchego chruścika. Jeden z moich kolegów celnie nazwał to zjawisko żerowaniem „z pamięci”.
     Kiedy trafię na wylot chruścików w ciągu dnia, moją ulubioną metodą połowu jest – opisana już przy innej okazji – metoda „na pupę”. Jest to specyficzna odmiana metody łowienia na mokrą muchę, kiedy to używamy imitacji owada, który po przepoczwarzeniu i opuszczeniu kokonu podąża w kierunku powierzchni w celu ostatecznego przeobrażenia.
     Samice niektórych gatunków chruścików nurkują w celu złożenia jaj. Jest to jeden z momentów, kiedy można próbować łowić na mokrą muchę. Imitacje należy dobrać do wyglądu owadów, które zaobserwujemy nad wodą. Mogą to być klasyczne mokre muchy, bądź mokre wersje suchych chruścików, wykonane z użyciem materiałów stosowanych do wiązania mokrych much – kura zamiast koguta na jeżynkę, nasiąkliwy dubbing, ciężki haczyk. Łowienie na mokrą muchę ryb żerujących na chruścikach jest bardzo mało popularne wśród naszych muszkarzy. A szkoda – wszak mokrą muchą możemy imitować owada w stadium pupa, owada martwego któremu coś się przytrafiło i unoszony jest przez prąd, czy właśnie samicę nurkującą w celu złożenia jajeczek. W każdym razie, kiedy nic nie wskazuje jaką metodę zastosować, lub metoda, zdawałoby się właściwie dobrana nie przynosi spodziewanych rezultatów, wtedy sięgam po mokrą. Bądź co bądź moją ulubioną metodę…
     Przez okrągły rok, z zimą włącznie, o ile tylko warunki pozwolą, z powodzeniem łowimy ryby na nimfę. Larwy różnych gatunków chruścików budują z dostępnego materiału domki które przytwierdzają do podłoża, bądź tez potrafią się z nimi przemieszczać. Inne budują domek tylko w celu przepoczwarzenia. Niektóre gatunki nie budują schronień i swobodnie przemieszczają się po dnie łowiska. Wszystkie – domkowe, czy bezdomkowe – w pewnych warunkach są unoszone przez prąd wody. Ryby polują na pupy podążające ku powierzchni, pożerają larwy unoszone przez wodę, lub też aktywnie pobierają je z dna. Przy ogromnej różnorodności gatunków gama wielkości, kształtów, kolorów i sposobów zachowania daje wędkarzowi lubiącemu łowić na nimfę nieograniczony wachlarz możliwości jeżeli chodzi o dobór metod i imitacji. W większości przypadków stosowana jest polska specjalność – krótka nimfa z użyciem ciężkich imitacji, które pozwalają prowadzić zestaw głęboko, w szybkim nurcie. Stosowany obecnie do łowienia na nimfę wyspecjalizowany sprzęt oraz materiały używane do budowy możliwie jak najcięższych nimf (lameta ołowiana, główki mosiężne i wolframowe) pozwalają sprawnemu muszkarzowi eksplorować coraz większe obszary wody, niegdyś dla niego niedostępne. Dobrze to, czy źle?.. Nie wiem. Ale mam wrażenie, że tego, co przynosi dobre efekty na zawodach nawet rangi międzynarodowej, nie powinno się przenosić bezrefleksyjnie i bez umiaru na pole wędkarstwa rekreacyjnego. Moim zdaniem nie tędy droga. Dla jasności – nie jestem wrogiem łowienia na obciążoną nimfę, skąd. Może tylko nie jest ona moją ulubioną, a już na pewno nie jedyną.

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich II.2011.