Bombery, poppery i inne piankowce.

       Było to chyba jakoś tak na przedwiośniu, luty, może początek marca… Śniegu jeszcze trochę leżało, ale było powyżej zera. Próbowałem łowić na nimfę, stosując eksperymentalnie indykator z fluopomarańczowej pianki samoprzylepnej, przytwierdzony do przyponu powyżej zestawu dwóch nimf. Ryby brały nieźle, co chwilę było branie a to na jedną, a to na drugą nimfę. W pewnym momencie jednak się skończyło. Zmieniłem miejsce, przechodząc w dół rzeki na kolejną, sprawdzoną miejscówkę. I tutaj też nic – jak nożem uciął. O tym, że tęczaki tam są byłem przekonany, piszę bowiem o czasie, kiedy pracowałem na tym odcinku rzeki i dokładnie wiedziałem, gdzie trzeba łowić. Dość zdziwiony tą sytuacją już miałem kończyć wędkowanie, kiedy nagle zaczęło się… Każde przeprowadzenie zestawu kończyło się zdecydowanym atakiem ryby, tyle, że obiektem tych ataków był… mój piankowy indykator.
     Ta dość dla mnie zaskakująca sytuacja trwała kilka minut. Potem nagle pociemniało, pojawiła się czarna chmura, grzmot, śnieżyca. Może to ta dziwna, przedwiosenna burza wywołała takie dziwne zachowanie tęczaków. W każdym razie na następną okazję w pudełku z muchami znalazło się kilka bomberów, muszek, które do tej pory oglądałem tylko na zdjęciach w książkach i czasopismach muchowych. Te dość abstrakcyjne muchy, wykonane z sierści sarny lub innych jeleniowatych, służą przeważnie do łowienia łososi, gdy te słabo reagują na mokrą muchę. Używa się ich również w mniejszych rozmiarach i bardziej stonowanych kolorach na łowiskach jeziorowych . Przekonałem się, że na tęczaki na Rabie również czasami się sprawdzają.

      Nie wiem jednak co mogło wywołać, podobne do opisanego wyżej, zachowanie pewnego lipienia na Sanie. Uporczywie atakował on mój indykator. Udało mi się go złowić następnego dnia na muszkę, przez pewien czas dobrze ukrywaną w czeluściach pudełek niektórych zawodników i uznawaną za cudownie skuteczną broń.
fot.3.JPG

      Ciekawą przynętą ( piszę „przynęta”, bo określenie „mucha” nie jest tu chyba do końca uprawnione) jest imitacja zdychającej na powierzchni wody rybki. Kładzie się ją na powierzchni i od czasu do czasu lekko się nia porusza. Adam Sikora nazywa ją „petowiec”, uważa bowiem, że imituje ona właśnie niedopałek papierosa, często znajdowany w żołądkach hodowlanych ryb niedawno wpuszczonych do rzeki. Ja wolę jednak wierzyć, że przynęta imituje rybkę, co zresztą może potwierdzać zachowanie mew, które czasem się nią interesują.
fot.4.JPG

      Kolorowe, wykonane z pływających pianek, zaopatrzone w gumowe nóżki muchy używane najczęściej na kontynencie amerykańskim początkowo miały imitować różne gatunki szarańczaków, cykady i inne duże owady. Miały imitować. Ale kiedy popatrzymy na najsłynniejszą chyba muchę z tej grupy, popularną na łowiskach całego świata Charnobyl Ant… Jej skuteczność chyba należy przypisać sposobowi w jaki porusza się po powierzchni, prowokując do ataku zawirowaniami wody, chlupotaniem, falowaniem gumowych odnóży.
fot.6.JPG
      Podobnie działają poppery. Zaopatrzone w odpowiednio uformowana główkę (czy raczej określenie „łeb” byłoby tutaj bardziej odpowiednie), z wymalowanymi wielkimi oczami, ubrane w miękkie, falujące materiały pracują na powierzchni robiąc hałas i zamieszanie. Potrafią podnieść i sprowokować do brania ospałą rybę, która może nie wzięłaby na „normalną”, poprowadzoną po bożemu muchę.
fot.5.JPG

      Istnieje spora ilość much, czy też przynęt muchowych, których skuteczność stale jest potwierdzana, aczkolwiek jej przyczyna nie jest do końca jasna. Nawet jeżeli w założeniu twórcy takiej muchy ma ona imitować coś konkretnego, to często podobieństwo do pierwowzoru wydaje się być – łagodnie mówiąc – dość umowne. Nieważne. Konstrukcje te w niektórych warunkach bywają niezastąpione i na pewno warto mieć w swoim zestawie kilka takich wynalazków. W końcu na rybach różnie bywa, nigdy nie wiadomo z jakimi warunkami przyjdzie nam się zmierzyć.

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich VII.2011.