Kleń

       Dziwną rybą jest kleń. Dziwną i ciekawą. Czasem zachowuje się jak ospały, leniwy karp. Jeżeli będziesz go nęcić ziemniakami i kukurydzą, to do takiej przynęty się przyzwyczai i będzie na nią brał. Znane jest upodobanie klenia do owoców. Sam kiedyś często łowiłem posługując się starą, wypróbowaną metodą podhalańską – delikatny zestaw bez spławika i obciążenia, na haczyku czereśnia lub mirabelka. Przy połowie kleni sprawdzają się też wszystkie przynęty zwierzęce, ryba nie pogardzi czerwonym robakiem, dużą pijawką, kiedyś popularną przynętą była żywa żaba ( ten czas szczęśliwie już – mam nadzieję – mamy za sobą), no i martwa rybka. Na łąkowych odcinkach rzek świetnie łowi się klenie powierzchniową metodą, używając jako przynęty koników polnych. W okresie , kiedy pojawiają się chrabąszcze majowe, lub trochę mniejsze od nich, guniaki czerwczyki, trudno o lepszą przynętę. W środkowych i dolnych odcinkach rzek nizinnych klenie żerują jak rasowi drapieżcy i wyspecjalizowani spiningiści osiągają świetne efekty łowiąc na małe woblerki i obrotówki…
     A mucha? Mucha jak najbardziej. Powiedziałbym, że zaraz po „pierwszej lidze” ryb muchowych, czyli po gatunkach spod znaku płetwy tłuszczowej, kleń właśnie może stanowić najwdzięczniejszy obiekt zainteresowania muszkarza. Łowienie klenia na muszkę stawia przed wędkarzem te same wyzwania, co w przypadku pstrąga, czy lipienia. Może tylko nie jest on tak wybredny, dobór muszki nie jest aż tak istotny jak w przypadku lipienia, można też pozwolić sobie na mniej staranne prowadzenie muchy. Natomiast jest to ryba bardzo ostrożna i płochliwa, podobno ma oko w każdej łusce – mowa tu oczywiście o dorosłych osobnikach. Klenia spłoszy każde głośniejsze tupnięcie, nieudane, hałaśliwe położenie zestawu, cień rzucony przez wędkarza, ba, czasami nawet cień przepływającej nad rybą linki. Przy połowie kleni należy więc zachować wszelkie zasady ostrożności, starać się wykonywać precyzyjne, dalekie rzuty.
     W zasadzie wszystkie metody muchowe mogą okazać się przydatne. Może najmniej skuteczna będzie krótka nimfa, ze względów wyżej opisanych. Najbardziej lubię łowić klenie na mokrą muchę. Może dla tego, że od tych ryb zaczynałem moją naukę muszkarstwa. Dość delikatny szklany kijek, czechosłowackiej produkcji tonąca linka i kilka raczej przypadkowo dobranych muszek ( akurat dostępnych w sklepie) – taki zestaw pozwalał mi na złowienie kilku niedużych kleni, w czasach, kiedy jeszcze nie potrafiłem skutecznie dobrać się do pstrągów, czy lipieni. Ale w ten sposób uczyłem się rzucać, prowadzić zestaw, zacinać i holować. Potem odkryłem suchą muszkę, streamera. Ten ostatni może jest mniej przydatny przy łowieniu kleni, ale bywa skuteczny. Zdarzyło mi się niejednokrotnie złowić duże klenie na czarnego puchowca lub klasyczną Muddler Minnow. Miało to miejsce najczęściej podczas przyboru i zmętnienia wody. Podejrzewam, że w takich warunkach kleń interesuje się większymi przynętami, lepiej widocznymi w mętnej wodzie.
     Na klenia nadadzą się na pewno wszystkie muszki, które mamy w pudełku. Jeżeli chodzi o dobranie muchy, to nie ma tu jakichś specjalnych sekretów. Obowiązują te same zasady, co w przypadku innych ryb. Mam jednak swoje ulubione wzory, których skuteczność potwierdziła się wielokrotnie. Niektóre dobrze imitują pokarm, którym klenie okresowo szczególnie się interesują. Inne, przez swą uniwersalną konstrukcję i użyte materiały wydają się być uniwersalne i skuteczne w każdych prawie warunkach. Jeszcze inne są skuteczne przez to, że mam do nich zaufanie, potwierdziły wiele razy swoją skuteczność i łowię na nie z wiarą. A to podobno połowa sukcesu.

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich IV.2012.