Red Hot

        Bywa czasem, że warunki w jakich przychodzi nam łowić, łagodnie mówiąc nie są komfortowe. Można powiedzieć nawet, że wszystko – pora dnia, światło, układ i kierunek prądów – jest przeciwko nam, tak, jakby ktoś specjalnie to wszystko wymyślił żeby nam utrudnić życie. A tu akurat trzeba łowić, bo właśnie tu i teraz , w tych niesprzyjających warunkach ryby świetnie żerują i jest szansa na coś ładnego. Sytuacje takie zdarzają się co jakiś czas i mają na pewno jeden plus. Otóż uaktywniają wyobraźnię i inwencję i przyczyniają się do powstawania nowych rozwiązań – doskonalimy techniki i metody połowu, wymyślamy nowe wzory much…
     Właśnie jedna z moich ulubionych much ( rozwinięta potem w całą rodzinę wzorów) powstała z konieczności sprostania trudnym warunkom na łowisku, na którym przyszło mi łowić. W szybkim, nierównym i spienionym prądzie, „połamanym” dużymi kamieniami, intensywne żerowanie pstrągów i lipieni zaczynało się wraz z zachodem słońca, które odbijając się w sfalowanej wodzie, utrudniało i tak złe warunki obserwacji suchej muchy. Jedynym rozwiązaniem umożliwiającym lokalizację muchy na powierzchni było zastosowanie imitacji z wysokimi, pionowo postawionymi skrzydełkami , koniecznie w kolorze białym. Znalazłem taką muszkę w moim pudełku – był to klasyczny Royal Coachman (Fot.1). Niestety, o ile było go w miarę dobrze widać, to jego pływalność na wzburzonej wodzie pozostawiała wiele do życzenia.
    Trzeba było coś w tej sprawie zrobić. Dokonałem więc pewnych modyfikacji w klasycznym wzorze. Pozostawiając pewne charakterystyczne dla Royal Coachman elementy ( wysokie białe skrzydełka, brązowa jeżynka, ogonek z kilku promieni tippets), wprowadziłem zmiany, które – jak ufałem – poprawią pływalność muchy w trudnych warunkach. Zrezygnowałem więc z dwóch pierścieni z promieni pawia i tułowia z czerwonego jedwabiu, w to miejsce dałem tułów z nienasiąkliwego syntetycznego dubbingu i na nim położyłem jeżynkę typu pallmer z dobrej jakości szyjnego pióra brązowego koguta. Całość wyglądała obiecująco. I sprawdziło się. Muszka podparta sztywnym ogonkiem, jeżynką na tułowiu, oraz przednią, nieco dłuższą, pływała bardzo dobrze, oraz, co ważne podobała się rybom. Uznałem więc, że udana muszka zasługuje na to, aby ją jakoś nazwać. Nadałem jej imię Red Hot i postanowiłem pójść za ciosem. Wykorzystując ten sam zestaw materiałów wykonałem muszkę swoją sylwetką przypominającą chruścika. I też okazał się skuteczny. Nie wiem co decyduje o skuteczności tych wzorów, są to wszak muszki, które można zaliczyć do grupy fantazyjnych. Mam wrażenie, że ogonek z tippets – częsty element wielu tradycyjnych, klasycznych much – i jaskrawo czerwony kolor tułowia, w jakiś sposób są dla ryb atrakcyjne. Utwierdza mnie w tym przekonaniu fakt, że kolejne wariacje opisywanej muszki – mokra i streamer – również okazały się być całkiem skuteczne, choć, jako żywo, nie imitują żadnych konkretnych organizmów wodnych, będących pokarmem pstrągów. Mam cichą nadzieję, że wersja łososiowa, oraz tubowa na zimową troć również mnie nie zawiodą, co mam zamiar sprawdzić w nadchodzącym sezonie.

Tekst ukazał się w Wiadomościach Wędkarskich I.2012.